Golden State Warriors dawno już nie byli w takich tarapatach. Rok temu wyślizgnęli się Houston Rockets przegrywając już 2:3, dziś przegrywają 1:2 z Toronto Raptors, a na dodatek muszą mierzyć się z nieobecnością swoich gwiazd.

 

Już wiemy, że Game 4 opuści Kevin Durant. Steve Kerr ma nadzieję, że uda się przywrócić go do rotacji na kolejne mecze, jednak to jeszcze nie ten czas. Warriors mają jednak powody do optymizmu.

Dlaczego? Na mecz numer 4 wraca Klay Thompson, którego absencji w poprzednim spotkaniu nie sposób było nie zauważyć. Wszyscy zawodnicy Warriors z wyjątkiem Stephena Curry’ego mieli problemy ze zdobywaniem punktów, a defensywa mistrzów NBA dawno już nie była tak dziurawa, jak momentami w meczu numer 3. Powrót drugiej połowy Splash Brothers może okazać się wybawieniem dla Dubs. Posadzenie go na ławce w tak ważnym meczu nie było jednak bezpodstawne:

Powód był jeden – nie ryzykować poważniejszej kontuzji, która wykluczy go z reszty Finałów. Podjęliśmy taką decyzję i wcale jej nie żałuję. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby zagrał i pogorszył swój uraz. Trzeba więc żyć z decyzjami, które podejmujesz, starasz się, by były jak najmądrzejsze. Najważniejsze, że Klay świetnie radził sobie przez ostatnie dni i miał więcej czasu na odpoczynek.

To nie wszystko. Z obozu Warriors dochodzą nas wieści, że w pewnym momencie Finałów na parkiet wrócić może także Kevon Looney. Choć ten powrót nie byłby tak efektywny jak powrót Klaya, rezerwowy center Dubs wykonywał tej wiosny tytaniczną pracę, która nieraz ratowała całą drużynę z opresji.

Początek Game 4 w nocy z piątku na sobotę o 3:00 naszego czasu.

fot.Ben Margot/Associated Press
Czytaj także: Warriors zakazują wstępu na mecze współwłaścicielowi!