Na wiele rzeczy dziejących się na co dzień w NBA trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie. Sezon jest długi, najlepszym zdarzają się okresy posuchy, a tym słabszym dni, w których mogliby wygrać nawet z mistrzami. Jedną z takich historii jest niewątpliwie ta Chicago Bulls, którzy po ciężkim początku znaleźli wreszcie patent na wygrywanie.

 

Kilka faktów z najnowszej historii Bulls:

  • Są pierwszą drużyną w historii NBA, która zanotowała pięć zwycięstw z rzędu tuż po tym, jak przegrała 10 wcześniejszych spotkań.
  • W ciągu minionych 7 dni wygrali więcej spotkań, niż wcześniej w ciągu dwóch miesięcy
  • Odkąd Nikola Mirotic wrócił do składu, ekipa Freda Hoiberga nie przegrała, a urodzony w byłej Jugosławii Miro notował odpowiednio: 6 ,19, 24, 29 i 22 punkty.
  • Bobby Portis podczas obecnej serii rzuca z ławki średnio ponad 15 punktów na mecz. Dziś w Milwaukee zaaplikował Bucks najlepsze w karierze 27 oczek
  • W poniedziałek Mirotic i Portis po raz pierwszy byli najlepszymi strzelcami Bulls. Powtórzyli to dziś w nocy.

Musicie przyznać, że ze wszystkich pokręconych historii tego sezonu, ta zasługuje przynajmniej na podium. Kilka tygodniu po tym, jak Portis złamał Miroticowi kość twarzy podczas treningu, obaj panowie zaczęli się dogadywać – przynajmniej na parkiecie. Bobby Portis stwierdził nawet, że dobrze się bawi grając razem z Niko.

Dziś w Milwaukee, Portis rzucił więcej punktów niż cała ławka Bucks razem wzięta, a Mirotic trafiał niewiarygodne rzuty w czwartej kwarcie. Bucks nie przegrali u siebie od prawie miesiąca, a jednak musieli uznać wyższość ekipy Freda Hoiberga, która w ostatnich dniach pokonała także Celtics (różnicą 22 punktów), Jazz, Knicks i Hornets.

Trzeba przyznać, że obaj panowie, mimo młodego wieku, do całej sytuacji podeszli profesjonalnie – Portis przyznał po meczu, że koszykówka to ich praca i nie mogą pozwolić, by jedna sytuacja wpłynęła na atmosferę w całej drużynie. Mirotic dodał, że nauczyli się grać razem i nic innego nie zaprząta im teraz głowy. Przed nimi mecz u siebie z 76ers. Nawet, jeśli ta bajka wreszcie się skończy, kibice Bulls z pewnością będą mieli jeszcze w tym sezonie trochę powodów do radości.

Grzegorz Kordylas
fot. Dennis Wierzbicki-USA TODAY Sports
Czytaj także: Trzy dogrywki, Embiid vs Westbrook!