Jak donoszą analitycy NBA jest wielce prawdopodobne, że trener Luke Walton pożegna się ze swoją posadą po sezonie. Lakers podobno już szukają potencjalnych następców. Jego bilans 30 zwycięstw i 34 porażek oraz aktualna pozycja zespołu w walce o playoffs są dalekie od oczekiwań.

 

 

Zespół z Kalifornii  to jeden z najbardziej dysfunkcyjnych zespołów w lidze w obecnym sezonie. Trudno znaleźć jakieś pozytywy. Przerwa na All Star Weekend nie podziała motywująco, a wręcz przeciwnie. Mimo szumnych zapowiedzi Lebrona Jamesa o walce o awans do playoffs, zespół na boisku jest coraz mniej zaangażowany i zmotywowany.

Na ten stan rzeczy złożyło jednak się wiele czynników i należałoby się zastanowić, na które z nich trener Walton mógł mieć faktycznie wpływ. Farsa wokół transferu Anthonego Davisa to popis indolencji Magica Johnsona i Roba Pelinki. Na kontuzje kluczowych zawodników również specjalnego wpływu nie miał. King James do najłatwiejszych we współpracy zawodników nie należy a historia przekonuje, że to raczej on chce mieć większy wpływ na trenerów niż odwrotnie. Pozostaje pytanie czy w takich warunkach można budować zespół.

Ocena trenera Lakers nie należy do najłatwiejszych. Mimo wszelkich wspomnianych okoliczności łagodzących jego głównym zadaniem jest wdrożyć pomysł na skuteczny, walczący zespół. Ma eksponować jego mocne strony i marginalizować słabości, ma tworzyć kolektyw, który walczy na obu końcach parkietu. Czy udało mu się to? Trudno powiedzieć.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Luke Walton biorąc robotę w LA miał świadomość, że bierze jedną z najbardziej wyeksponowanych pozycji trenerskich w NBA. To zespół z historią i oczekiwaniami. Tu nie ma czasu na eksperymenty, presja wyniku towarzyszy Lakers zawsze, tak jak dziennikarze śledzący każdy ruch zespołu.

Pozostawiam was z pytaniem winny czy nie winny ?

 

fot. Getty Images
Tomasz Kubień