W erze Steve’a Kerra nie zdarzyło się, by w dwóch meczach z rzędu defensywa Dubs wyglądała tak bezradnie, jak w starciu z Kawhim Leonardem i spółką. Od pierwszych przegranych Finałów od 3 lat dzieli ich bardzo niewiele, jednak sport to sport – tu wszystko może się jeszcze wydarzyć.

 

Kiedy po raz ostatni przegrywali w serii 1:3, Kevin Durant był po przeciwnej stronie, a Serge Ibaka spędzał właśnie ostatnie chwile w Oklahoma City. Kto by przypuszczał, że Ibaka wróci do życiowej formy 3 lata później, już w Finałach NBA, a Kevin Durant, a raczej jego absencja, odegra tak ważną rolę w serii finałowej.

W 2016 roku, dzięki geniuszowi strzeleckiemu Klaya Thompsona i Stephena Curry’ego, Golden State Warriors potrafili wrócić do żywych i wygrać trzy mecze z rzędu przeciwko Thunder, awansując do Finałów NBA. Tym razem gra tej dwójki może nie wystarczyć i póki nadal nie wiemy jak daleko z rehabilitacją stoi KD, perspektywa trzech wygranych przeciwko Raptors wydaje się bardzo mało prawdopodobna.

Ale kto, jak nie sami obrońcy tytułu, powinni wierzyć w to najmocniej.

Po jednym z najlepszych występów w karierze, Steph Curry zaliczył bardzo ciche spotkanie, trafiając 9 z 22 rzutów z gry i będąc w cieniu powracającego po kilkudniowej absencji Klaya Thompsona. Rozgrywający Warriors wie, że do wygrania trzecich Finałów z rzędu potrzeba będzie cudu, jednak nie przekreśla jeszcze szans swojej drużyny.

To jeszcze nie koniec. Nie czujemy się dobrze z tym wszystkim, ale bywaliśmy już po obu stronach takiej sytuacji. Stoimy przed szansą wywrócenia tej serii do góry nogami i musimy zrobić to konsekwentnie, mecz po meczu. To brzmi jak frazesy, ale to nasza jedyna opcja. Żeby wrócić w tej serii, musimy dawać z siebie wszystko przez pełne 48 minut, każdy, kogo stopa stanie na parkiecie. W szatni wszyscy wierzymy, że jesteśmy w stanie tego dokonać. Musimy bazować na doświadczeniach z poprzednich lat i zobaczymy, co nam przyniosą.

Póki co, każdy plan Warriors na tę serię wydaje się być idealnie odczytany przez Nicka Nurse’a. Ponad 30 lat doświadczenia na ławce trenerskiej przynosi efekty – Nurse w swoim pierwszym sezonie w roli pierwszego szkoleniowca doprowadził Raptors do Finałów, co samo w sobie jest ogromnym sukcesem. Kiedy wszyscy byliśmy gotowi już chwalić go za to osiągnięcie, on przebił wszystko, co dotychczas osiągnął – rozgryzł najbardziej zabójczą ofensywę i najbardziej szczelną defensywę w lidze.

Raptors rozpoczęli mecz trafiając 2 z 10 rzutów, a mimo tego Dubs nie byli w stanie uciec im na więcej niż kilka punktów. Po bronionej stronie Kanadyjczycy konsekwentnie robili swoje, dzięki czemu wystarczyło kilka celnych rzutów od początku trzeciej kwarty, by sytuacja momentalnie obróciła się na ich korzyść.

Trudno o coś bardziej frustrującego dla drużyny przeciwnej. Spytajcie Draymonda Greena.

Trafiali swoje rzuty. Nasza defensywa dosłownie fruwała. Udawało nam się utrudniać im dochodzenie do pozycji, jak wtedy, kiedy Kawhi oddał dwa trudne rzuty na początku drugiej połowy – a i tak je trafił. Odzyskali rytm, a kiedy drużyna tego pokroju to zrobi, trudno jest ją z niego wybić. Wtedy wszystko zaczyna się psuć. Robisz co możesz żeby to zmienić. Zatrzymujesz ich, rzucasz punkty, zaczynasz się trochę rozkręcać. Za każdym razem gdy to robiliśmy, oni odpowiadali. To słabe, ale nie cofniemy teraz czasu.

Kto by przypuszczał, że Warriors będą wyglądać w tych Finałach na tak bezsilnych? Przed mistrzami NBA jeden z najważniejszych sprawdzianów w erze Steve’a Kerra. Czy udźwigną ten ciężar i sprawią, że o dynastii będzie jeszcze głośniej?

Grzegorz Kordylas
fot. Ezra Shaw
Czytaj także: King in the North!