Dwane Casey miał dobry plan na obrońców tytułu. Rozpędzeni Detroit Pistons wygrali piąty mecz z rzędu i wracają do rywalizacji o czołówkę wschodniej konferencji. Stephen Curry wrócił i dobrze wyglądał tylko w drugiej połowie.

 

Już kilka dni temu Golden State Warriors zapowiedzieli, że przywrócą Stepha Curry’ego do gry w wyjazdowym starciu z Detroit Pistons. Po słabej pierwszej połowie, w której 2-krotny MVP popełniał sporo prostych błędów, w drugiej złapał znacznie lepszy rytm i ostatecznie skończył mecz mając na swoim koncie 27 punktów (10/21 FG, 3/9 3PT), 5 zbiórek i 3 asysty, ale także 7 strat. Klasyczne zrzucanie rdzy przez lidera Warriors, z meczu na mecz powinno mu być coraz łatwiej. Mistrzowie mieli poprzedniej nocy szczególne problemy na tablicach pozwalając rywalowi na 14 zbiórek w ataku, w tym 8 bardzo aktywnego Andre Drummonda.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Pod koniec meczu, gdy Pistons cały czas kontrolowali przewagę, Warriors spróbowali hack-a-Drummond. Środkowy Pistons trafił 4 z ostatnich 22 prób, więc strategia była relatywnie dobra. Ale Casey nie chcąc wypuścić wygranej z rąk postanowił Andre zdjąć, co otworzyło gospodarzy na run kończący rywalizację. Najlepszym punktującym gospodarzy był Blake Griffin notując na swoje konto 26 oczek (9/22 FG, 2/9 3PT), 6 zbiórek i 5 asyst. Pistons prezentują naprawdę dobrą i powtarzalną formę. Wyglądają na znacznie lepiej zorganizowanych niż to, co prezentowali pod Stanem Van Gundym.

Zobacz także: To jest ten Hayward
fot. Noah Graham/NBAE via Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek