Pośród wszystkich zawodzących nas drużyn od początku sezonu, od Thunder, przez Rockets, aż po Lakers, niedola Washington Wizards pozostawała nieco w cieniu. W miarę, jak faworyci z Zachodu pomału pną się w górę, podopiecznym Scotta Brooksa nadal dużo bliżej dna, niż wypłynięcia na powierzchnię. Czy była drużyna Marcina Gortata wkrótce pożegna się z trenerem?

 

Obecna sytuacja klubu w pigułce:

Washington Wizards to jeden wielki bałagan. Mnóstwo talentu, mało zgrania, katastrofalna defensywa. Aż 120,5 punktu tracone średnio w każdym meczu – tylko New Orleans Pelicans tracą więcej (120,7). Z tą różnicą, że podopieczni Alvina Gentry’ego rzucają średnio o 8 oczek więcej niż ekipa ze stolicy.

Scott Brooks to świetny trener i udowadniał nam to nieraz. Razem z OKC Thunder doszedł do Finałów NBA, a w dwóch pierwszych sezonach w Waszyngtonie wygrał w sumie 92 mecze sezonu regularnego. Ma jednak jedną poważną wadę – nie potrafi wzmacniać drużyny w offseason. Wizards od lat nie grzeszą dobrą defensywą, a wzmocnieniem, które miało to zmienić tego lata był Dwight Howard. Gdyby był to rok 2009, pewnie wszyscy nosiliby Brooksa na rękach.

Jego współpraca z Erniem Grunfeldem nie wygląda jednak dobrze – w ostatnich latach Wizards nie zrobili praktycznie nic, by wzmocnić zespół opierający się na grze Johna Walla i Bradleya Beala. Nic, oprócz rozdania gigantycznych kontraktów dla Beala, Portera Jr.’a i Johna Walla. Ten ostatni za rok zacznie zarabiać naprawdę gigantyczne pieniądze. Klub podpisał ze swoim rozgrywającym 4-letni kontrakt wart 170 milionów. Według sceptyków, kolejnym krokiem może być już tylko transfer z jego udziałem – wszak sukcesów z Wallem jako gwiazdą numer 1 w zespole nikt Czarodziejom nie wróży.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Po pokonaniu New York Knicks wydawało się, że Wizards mogą na chwilę odbić się od dna i kontynuować dobrą passę we wczorajszym pojedynku przeciwko Dallas Mavericks. Zamiast tego, już w pierwszej połowie dali sobie rzucić 70 punktów, a koniec końców zostali ograni przez dwóch młodzieniaszków w osobie Dennisa Smitha Jr’a i Luki Doncica. Austin Rivers, który dołączył do zespołu latem (w wymianie za Marcina Gortata), tak skomentował jego defensywę:

Myślę, że gramy zbyt luźno. Luz nie przynosi nic prócz porażek. Nie ma nic fajnego w przegrywaniu. Nie wiem, czy pomyśleliśmy sobie Hej, w końcu wygraliśmy mecz! Teraz pójdzie już z górki bo jesteśmy utalentowani. To NBA, tu cholernie trudno wygrać meczu o ile nie grasz w Warriors. Musisz starać się o to każdej nocy.

Wizards nie wyglądają jak drużyna, co doskonale widzą kibice w Waszyngtonie. Kiedy po pierwszej połowie niedawnego meczu z OKC Thunder Beal i spółka schodzili do szatni z 29-punktową stratą, nie dało się nie słyszeć buczenia w hali Capital One Arena. Według obrońcy Wizards, nikt w zespole nie zakładał jeszcze najgorszych scenariuszy:

Nie widzę powodów do paniki i myślę, że nie widzimy go też jako drużyna. Jest nadal bardzo wcześnie, choć zdajemy sobie sprawę żę nie jest dobrze. Cierpliwość nam się kończy. Wierzcie nam, nikt nie jest bardziej rozczarowany, niż my.

Czy po porażce z Mavs Beal i spółka mają już powody do paniki? I jeśli tak, kto powinien mieć największe?

Czy czas Scotta Brooksa w stolicy dobiega końca?

fot. Kelley L Cox, USA TODAY Sports
Czytaj także: Miami Heat w wersji VICE!