Dzień inaugurujący Eurobasket przeszedł do historii i dał nam cenną lekcję. Na tym etapie trzeba liczyć się z każdym przeciwnikiem – co dobitnie pokazała wczoraj reprezentacja Finlandii. Czy mecz z Islandią to szansa dla naszych na poprawienie sobie humorów? Przyglądamy się jutrzejszym rywalom Biało-Czerwonych.

 

Mimo przegranej ze Słowenią, nasi kadrowicze pozostawili po sobie wczoraj zdecydowanie lepsze wrażenie, niż Islandczycy. Podopieczni Craiga Pedersena dali się zdominować Grekom, którzy już w pierwszej kwarcie wypracowali sobie dwucyfrową przewagę. Mimo starań Islandczyków, nie oddali jej do końca, a końcowy wynik – 90:61, w pełni oddaje przebieg całego spotkania.

Nie zmienia to faktu, że Islandia ma w kadrze mocne punkty, na które będzie trzeba uważać. Jednym z nich jest Haukur Palsson, który zaaplikował wczoraj Grekom 21 punktów, z czego niektóre z nich, w bardzo efektowny sposób. Palsson to na co dzień gracz Cholet Basket występującego we francuskiej ekstraklasie. Zanim na dobre rozpoczął zawodowe granie, spędził rok na uczelni Maryland. Nie miał jednak okazji zagrać u boku żadnego z przyszłych graczy NBA – przed jego przyjściem w Drafcie wybrany został Greivis Vasquez, a z ekipy z sezonu 2010/2011 żaden z graczy nie zagościł w najlepszej lidze świata. Od czasu opuszczenia uczelni, Palsson zwiedził aż 8 europejskich klubów, zanim w czerwcu tego roku dołączył do francuskiego Cholet Basket.

Wczoraj był najjaśniejszym punktem Islandczyków i z pewnością można uznać go za ich najlepszą bron ofensywną. Może narobić szumu, ale biorąc po uwagę wczorajsze wyczyny Gorana Dragica nie powinno zrobić to wrażenia na naszej defensywie. Zdecydowanie Palsson jest do zatrzymania, zwłaszcza, jeśli ma się w składzie atletycznych obwodowych w stylu Mateusza Ponitki.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Oprócz Palssona także kilku innych Islandczyków gra w mocnych europejskich ligach, choć nie są gwiazdami klubów z czołówki. 22-letni ozgrywający Martin Hermannsson na co dzień grywa w Champagne Chalons-Reims, klubu z dołu tabeli francuskiej ekstraklasy. Wczorajszy dzień zdecydowanie nie był jego najlepszym – do 7 punktów i 3 asyst dołożył aż 6 strat i miał najgorszy +/- wśród wszystkich graczy na parkiecie (-24). Warto nadmienić, że wczoraj aż trzech nominalnych rozgrywających rozegrało przeciwko Grecji ponad 20 minut. Ani Hermannsson, ani Vilhjalmsson, ani Ermolinskij nie potrafili znaleźć jednak recepty na reprezentację Constandinosa Missasa.

Co tu dużo mówić. Dla Islandczyków to dopiero drugi Eurobasket w historii. Dwa lata temu jako debiutanci  na dużym turnieju, Islandczycy nie wyszli z grupy. W rankingu FIBA zajmują 84 miejsce i na próżno oczekiwać od nich niespodzianki, jaką sprawili piłkarze z tego samego kraju nieco ponad rok temu. Polacy są więc zdecydowanym faworytem, ale pierwszy dzień Eurobasketu już dał wszystkim faworytom pierwszą lekcję – nie należy lekceważyć żadnego rywala.

Grzegorz Kordylas
fot. FIBA
Czytaj także: Lakers ukarani przez ligę!