Niewątpliwie posiada wielki talent. Jednak dotąd problem polegał na tym, że po jednym spektakularnym meczu, następowała seria bezpłciowych występów, które stawiały w wątpliwości prawdziwe możliwości Karla-Anthony’ego Townsa.

Minnesota Timberwolves w kolejnym sezonie chce włączyć się do walki o play-offy zachodniej konferencji. Nowy generalny menadżer drużyny – Gersson Rosas bardzo dużo wiary pokłada w duecie Karl-Anthony Towns – Andrew Wiggins. Dla tego drugiego rozgrywki 2019/2020 mogą być ostatnią szansą na przekonanie włodarzy Wolves do dalszego inwestowanie w niego zarówno czasu, jak i pieniędzy. KAT wyrósł na prawdziwego lidera, ale na początku jego kariery przewidywano, że w najlepszym wypadku będzie graczem o potencjale MVP. Tego jak do tej pory Towns nie potwierdził. Dlaczego?

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

– Uważam, że dotąd byłem ograniczany do 40% mojego potencjału – przyznał skrzydłowy. – Z Ryanem Saundersem w roli pierwszego trenera będę w stanie wydobyć z siebie więcej. Będę grał swobodniej i robił rzeczy, które robiłem wcześniej, a w NBA byłem od nich odcinany – dodaje.

Co Towns dokładnie ma na myśli? To interesujący wywód, bowiem w systemie Wolves odgrywał kluczową rolę i bardzo często, na końcu posiadania, piłka trafiała w jego ręce i to od niego zależała decyzja. Najwyraźniej wychowanek Kentucky miał własną wizję swojej roli w zespole i Tom Thibodeau nie był w stanie sprostać jego oczekiwaniom. To także pstryczek w nos Jimmy’ego Butlera, który zabrał KAT-owi sporo przestrzeni i domagał się bycia tzw. go-to-guyem. Towns powoli wkracza w najlepszy okres swojej kariery. W poprzednim sezonie notował średnio 24,4 punktu, 12,4 zbiórki i 3,9 asysty trafiając 51,8 FG% oraz 40% za trzy.

Zobacz także: Zaskakująca oferta dla Beala
fot. Steve Mitchell-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek