To był najtrudniejszy dla Rockets mecz na własnym parkiecie w tej serii. James Harden znów zaczął od pudłowania, a Jazz za wszelką cenę starali się przedłużyć serię o kolejny mecz. Słaba skuteczność podopiecznych Mike’a D’Antoniego sprawiła, że musieli oni zapracować na awans po drugiej stronie parkietu.

 

Utah Jazz – Houston Rockets 93:100

Paradoksalnie więc kolejne spudłowane rzuty (9/38 za trzy) sprawiły, że Rockets zagrali jedno z najlepszych defensywnych spotkań w tym sezonie. W ciągu ostatnich 6 minut pozwolili rywalom na zdobycie ledwie 7 punktów. James Harden, który spudłował 11 z 12 pierwszych rzutów (Game 3 rozpoczął od 15 pudeł), w końcówce odnalazł nieco swój rytm i zakończył mecz z 26 punktami na koncie. Dużo gorzej wyglądała linijka Donovana Mitchella. Po genialnym meczu numer 4, Spida nadział się na znakomitą defensywę rywali i trafił ledwie 4 z 22 prób z gry. To właśnie obrona Rockets zrobiła dziś na nas największe wrażenie.

12 przechwytów i 12 bloków. Kiedy po raz ostatni ekipa z Houston zanotowała w tych rubrykach dwucyfrówki, Rockets pokonali Jazz w Finałach Konferencji 1994, a kilkanaście dni później świętowali Mistrzostwo NBA.

Dziś dzięki zaangażowaniu po swojej stronie parkietu odesłali do domu Mitchella, Inglesa, Rubio i spółkę. Po meczu nie szczędzili rywalom słów uznania, możemy się jednak domyślać, że mentalnie są już w kolejnej rundzie, gdzie o dziwo nadal nie dołączyli do nich Golden State Warriors.

Jak oceniacie szanse Houston na sukces w tym sezonie?

fot. Chris Nicoll-USA TODAY Sports
Czytaj także: George o Lillardzie: To był zły rzut!