Los Angeles Lakers mieli wejście smoka, ale z każdą kolejną minutą ich zapał był przygaszany przez determinację rywala. Los Angeles Clippers wygrali w noc otwarcia i zaprezentowali koszykówkę, w której tkwi ogromny potencjał.

Staples Center było wypełnione po brzegi. Po obu stronach parkietu zespoły gotowe do walki o mistrzostwo i gracze gotowi do walki o MVP sezonu regularnego. Dokładnie tego potrzebowaliśmy na starcie 74. rozgrywek w historii ligi. Los Angeles Clippers zaczęli bardzo nieśmiało. Po runie 13:2 Lakers, Doc Rivers wyraźnie zamyślony poprosił o czas. Od tego momentu, LAC zaczynali łapać rytm. Run 10:0 dał im pierwsze prowadzeni 27:25. W drugiej kwarcie rzucili 40 punktów i po 24 minutach prowadzili z Lakers 62:54, ustawiając się w bardzo dobrej pozycji do zdominowania przeciwnika. Narzucona przez Clippers intensywność w obronie zaczęła Lakers mocno przeszkadzać.

LeBron James skończył z 5 stratami i 7/19 z gry, więc mocno poniżej oczekiwań. Tylko 8/21 Anthony’ego Davisa, który często stawał na linię rzutów wolnych, ale miał problem ze skutecznością wykorzystując 9 z 14. Po serii trójek Danny’ego Greena – najlepszego koszykarza Lakers w tym meczu – zespoły przed czwartą kwartą remisowały 85:85. Wszystko zatem zapowiadało naprawdę emocjonującą końcówkę tego spotkania. Clippers zdołali jednak odzyskać przewagę w defensywie, co otworzyło im więcej możliwości w ataku. Po wejściu od kosz Lou Williamsa było już 101:90 na 6 minut przed końcem. Lakers nie potrafili nic z tym zrobić i przegrali 102:112.

Kawhi Leonard swój pierwszy mecz dla LAC skończył z dorobkiem 30 punktów (10/19 FG, 1/5 3PT), 6 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwytów. Z ławki 21 punktów (8/14 FG, 1/4 3PT) i 7 asyst zapewnił Williams. Tylko 7/19 z gry LBJ-a i 5 strat. Najlepszym graczem LAL był Danny Green z 28 oczkami (10/14 FG, 7/9 3PT), 7 zbiórkami i 2 przechwytami.

Zobacz także: Hield i Brown się dogadali
fot. Richard Mackson-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek