DeMar DeRozan dwukrotnie, najpierw w ostatnich sekundach regulaminowego czasu, a następnie w ostatnich sekundach dogrywki, rozpędzony wbiegał pod kosz Pistons. Za pierwszym razem wsadził piłkę do kosza, za drugim – oddał ją do Freda VanVleeta. Obie decyzje były trafne i obie uchroniły Raptors przed porażką.

 

Niewielu graczy może pochwalić się taką regularnością, jak pochodzący z Compton DeRozan. Wystarczy spojrzeć na obecną serię zwycięstw Toronto, kolejną w nowym roku, która utrzymuje podopiecznych Dwane Caseya na szczycie tabeli Wschodu.

Raptors są pierwszą drużyną, która zapewniła sobie awans do play-offs w sezonie 2017/2018. Choć ich bilans (47-17) jest nieco gorszy, niż w przypadku Rockets i Warriors, różnica dzieląca liderów Konferencji Wschodniej, a 9. w tabeli Detroit Pistons jest większa i wystarczy do awansu.

Jak na ironię, dzisiejsze spotkanie wprowadziło Raptors do fazy pucharowej, a Pistons od niej oddaliło. Po przyjściu Blake’a Griffina wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – mała seria zwycięstw, fantastyczne nastroje i co raz lepsza sytuacja w tabeli. Ostatnie tygodnie to jednak koszmar dla podopiecznych Stana Van Gundy’ego. W ciągu ostatniego miesiąca Pistons przegrali 10 z 12 spotkań, a ich strata do zamykających czołową ósemkę Milwaukee Bucks wynosi już 5 ,,meczów”.

Obie drużyny znajdują się więc na oddalonych od siebie (choć nie przeciwległych) biegunach, a mimo to stworzyły w Little Caesars Arena widowisko tego wieczoru. Jeszcze w drugiej kwarcie Pistons prowadzili 17 punktami, a Blake Griffin (31pkt) i Andre Drummond (10pkt/21zb)  robili, co do nich należało. Na domiar złego dla gości z parkietu wyrzucony został Serge Ibaka i wydawało się, że nic nie uchroni Raptors przed pierwszą porażką w 6 ostatnich meczach.

Oczywiście uchronił ich DeMar DeRozan. Jeszcze raz, tak dla przypomnienia:

Będąc w najwyższej formie, w trakcie jednego z najwspanialszych występów jakie widzieliśmy w tym sezonie, w decydującym momencie dogrywki, DeRozan postanowił oddać piłkę VanVleetowi, który w tamtym momencie był 1/9 z gry. Nie przeszkodziło to 24-latkowi w trafieniu najważniejszego rzutu w tym spotkaniu.

Na niemal każde fantastyczne zagranie DeRozana, odpowiadał jednak Blake Griffin. Mało brakowało, a także w ostatnich sekundach dogrywki Blake skazałby występ swojego rywala na zapomnienie. Po trójce VanVleeta, Pistons z 1.1 sekundy na zegarze wyprowadzali piłkę z boku, Reggie Bullock posłał ją w ręce Griffina, a ten spudłował trójkę dosłownie o kilka centymetrów.

Czy Raptors stać na to, by utrzymać pozycję lidera na Wschodzie? Ich przewaga nad drugimi w tabeli Celtics konsekwentnie się powiększa. Tymczasem przed nami nie lada gratka – już w nocy z piątku na sobotę podopieczni Dwane Caseya zmierzą się u siebie z Rockets w pojedynku najlepszych drużyn obu konferencji.

Grzegorz Kordylas
fot. NBA/Instagram
Czytaj także: Co za końcówka LeBrona!