Czy MVP sezonu 2010/2011 rozpocznie następny sezon jako klubowy kolega Giannisa Antetokounmpo? Przedstawiciele Milwaukee Bucks i Derrick Rose umówili się na kolejne spotkanie, podczas którego rozważą możliwość dołączenia Rose’a do ekipy z Wisconsin.

 

Rose i Bucks spotkali się wcześniej, zaraz po rozpoczęciu okienka transferowego. Zawodnik najwyraźniej postanowił dać sobie trochę czasu i zobaczyć, co do zaoferowania mają mu inne zespoły. Koniec końców obie strony postanowiły usiąść do rozmów raz jeszcze. Spotkanie odbędzie się najprawdopodobniej w ten weekend w Los Angeles.

Derrick Rose od sezonu 2010/2011 wciąż boryka się z rozczarowaniem spowodowanym kolejnymi kontuzjami. Po latach spędzonych w Chicago, zostawił Bulls dla New York Knicks, gdzie przeniósł się wraz z Joakimem Noah. Kontuzja Francuza i zamieszanie wokół klubu z MSG sprawiły, że Knicks rozegrali katastrofalny sezon. Położyło to nieco cień na występach samego Rose’a, który spisywał się bardzo solidnie. W minionym sezonie notował średnio 18 punktów. 3,8 zbiórki i 4,4 asysty na mecz, rzucając na 47% skuteczności.

Jedynym problemem w zawarciu umowy z byłym MVP mogą być pieniądze. Bucks już przekraczają salary cap o ponad milion dolarów. Do dyspozycji mają jeszcze 7,6 miliona w ramach mid-level exception, jednak na wolnego agent mogą przeznaczyć tylko 4,4 miliona dolarów. Przyjście Rose’a oznaczałoby najprawdopodobniej trade z udziałem któregoś z obecnych graczy. Głównym kandydatem do opuszczenia klubu jest podobno John Henson. Obie strony rzekomo zgadzają się co do tego, że znalezienie wychowankowi uczelni North Carolina będzie najlepszym rozwiązaniem. Henson związany jest z Bucks 3-letnią umową wartą 32 miliony dolarów.

Tak czy inaczej, Derrick Rose będzie musiał raczej pogodzić się ze spadkiem zarobków. Za dwa poprzednie sezony, w Chicago i Nowym Jorku, zarobił ponad 40 milionów dolarów. W czasie, w którym podpisywane są kolejne gigantyczne umowy, zdrowy Rose spokojnie mógłby liczyć na największą umowę w swoim życiu. Mało prawdopodobne, by Bucks ryzykowali płacąc mu tak ogromne pieniądze. Z drugiej strony – dość często zdarza nam się zapomnieć, do czego zdolny jest na parkiecie.

Grzegorz Kordylas
@NBAwithGK
fot. ESPN
Czytaj także: Jonathon Simmons zmienia barwy klubowe!