Walka, która stała się wojną. Blazers-Nuggets to jedna z najciekawszych serii ostatnich lat – dwie ambitne, głodne sukcesów drużyny, na których obecność w Finałach Konferencji przed sezonem nie stawiał prawdopodobnie nikt. Tymczasem już dziś jedna z nich dołączy Golden State Warriors, a druga straci wielką szansę na wejście do elity NBA.

 

Nie oznacza to jednak, że na którejś z tych organizacji ciąży presja. Jedyny czynnik po stronie, a w przypadku porażki – przeciwko Nuggets, to przewaga własnego parkietu. Poza tym – każdy, kto kibicuje którejś z tych drużyn, musi być z przebiegu tego sezonu zadowolony.

Bo choć podopieczni Michaela Malone’a grają z #2 w naszpikowanej gwiazdami Konferencji Zachodniej, to nadal najmłodszy zespół w tych play offach, którego podróż ku wielkości dopiero się zaczyna. Kiedy po raz ostatni ekipa z Kolorado grała w fazie pucharowej, w ich barwach biegali jeszcze Andre Iguodala i Danilo Gallinari, a niektóre z obecnych gwiazd zespołu nie chodziły jeszcze nawet do szkoły średniej. Dla kibiców w Denver dwa mecze numer 7 w dwóch kolejnych rundach play offs to większa doza emocji, niż ta, której doświadczyli przez ostatnie 6 lat.

Patrząc na poczynania Trail Blazers w ostatnich latach, można powiedzieć, że gracze Terry’ego Stottsa wreszcie doczekali się swojego momentu. Od sezonu 2013/2014, tego, w którym regularnie zaczęli pojawiać się w play offach, rok w rok kończą sezon bolesną porażką, z co najwyżej jednym zwycięstwem w serii na koncie. Tej wiosny Damian Lillard i spółka przystępowali do fazy pucharowej pod wielką presją – nie wygrali w niej od 10 meczów, a ich nieudolność w najważniejszej części sezonu stała się popularnym tematem do żartów.

No to pokazali. W pięciu meczach rozprawili się z Oklahoma City Thunder, w których jeszcze kilka tygodni wcześniej większość z nas widziała kandydatów do walki o mistrzostwo. Teraz, mierząc się z rewelacją obecnego sezonu, wygrali u siebie mecz o wszystko. Kibice w Portland z pewnością nie odczuwają niedosytu. Zawodnicy – pewnie tak.

Oba zespoły były w tej serii w niebie i piekle. Nuggets prowadzili 1-0 i 3-2. Blazers urwali mecz na wyjeździe, po czym zwyciężyli w batalii z czterema dogrywkami, wychodząc na prowadzenie 2-1. Jedni i drudzy wytrzymali próbę nerwów. A jednocześnie – znielubili się nawzajem. Atmosferę podgrzała mała przepychanka w meczu numer 6 między Sethem Currym, a Willem Bartonem.

Poczekał, aż kilka osób stanie między nami, a potem włożył mi palec w oko. Nie mogę pozwolić na coś takiego. To chamskie. Mają tam kilku aroganckich typów.

Odpowiedź Bartona:

Nie będę próbował się z tego tłumaczyć. To natura rywalizacji, play offy, takie rzeczy się zdarzają. Jeśli każdy byłby nastawiony przyjacielsko, wyglądałoby to tak, jakbyśmy wcale nie chcieli wygrać, czy nie?

[…] Nawet nie biorę tego gościa na serio.

Inny przykład? Po trójce trafionej przez CJ McColluma, Evan Turner pozdrowił rywali siedzących na ławce środkowym palcem, co wywołało kolejną burzę. Dziennikarze z Portland szybko usprawiedliwili jednak Turnera mówiąc, że była to tylko odpowiedź na to zachowanie debiutanta Michaela Portera Jr.’a:

View image on Twitter

Nikt nie zamierza więc odpuszczać. Choć fala krytyki za porażkę nie wyleje się ze strony mediów i kibiców, ambicja obu zespołów po udanej pierwszej rundzie sięga zenitu.

Dobra wiadomość dla nas – rozstrzygający pojedynek obejrzymy dziś o 21:30. Nie zalecamy innych planów na wieczór.

fot. Steve Dykes
Czytaj także: Lakers mają nowego trenera!