New York Knicks mieli być jednymi z najbardziej agresywnych graczy na rynku. Ich śmiałe plany uwzględniały ściągnięcie takich nazwisk jak Kevin Durant, Kyrie Irving, czy Kawhi Leonard. Koniec końców zostali z graczami o dużo mniejszym potencjale. Dlaczego nie wygrali wyścigu o największe gwiazdy?

 

Podobno Kevin Durant był zainteresowany współpracą z Kawhim Leonardem jeszcze bardziej, niż z Kyrie Irvingiem. Problem w tym, że gdyby miało dojść do takiego połączenia, Leonard widziałby je tylko w Los Angeles, gdzie oboje mogliby grać dla Clippers. Durant nie był fanem tej opcji, mógł więc ewentualnie przenieść się samemu do Nowego Jorku. Przejście z najlepszej drużyny w NBA kilku ostatnich lat do najgorszego zespołu ostatniego sezonu nie było jednak w jego guście, a i włodarze Knicks zastanawiali się, czy po zerwaniu ścięgna Achillesa KD jest wart maksymalnego kontraktu.

Kyrie i Durant ostatecznie znaleźli się po drugiej stronie Manhattan Bridge. Do spotkania z Kawhim Leonardem nigdy nie doszło. Dlaczego? Dziś powód ten wydaje się bardzo zabawny. Obóz Leonarda zaproponował spotkanie 3 lipca – dla Knicks była to zbyt odległa data – włodarze klubu bali się, że przez zwlekanie stracą możliwość pozyskania innych gwiazd. W salary cap zrobili miejsce na dwa maksymalne kontrakty. Ostatecznie nie podpisali ani jednego. Zamiast tego ściągnęli jednak kilku graczy mniejszego kalibru i stworzyli w Nowym Jorku paczkę z potencjałem, a jednocześnie eksperyment, który póki co wielką niewiadomą.

Do MSG przybyli m.in. Reggie Bullock, Julius Randle, Wayne Ellington, RJ Barrett (Draft), Taj Gibson, Elfrid Payton i Bobby Portis. Każdy z nich, oprócz Randle i Barretta, podpisał umowę na dwa lata. Może to oznaczać, że w Nowym Jorku szykują się do kolejnego wyścigu po gwiazdę w 2021 roku. Patrzymy na kończące się wtedy kontrakty i na pierwszy plan wysuwają się takie nazwiska, jak Giannis Antetokounmpo, Paul George i…LeBron James.

Grzegorz Kordylas
fot. Elite Sports NY
Czytaj także: Ponitka w nowym klubie!