To był pierwszy mecz przebudowanej Philadelphii 76ers w play-offach. Bez Joela Embiida, ale ciągle z niesamowitą siłą i talentem, który ostatecznie pomógł Szóstkom odnieść pewne zwycięstwo w pierwszym pojedynku z Miami Heat.

 

Joel Embiid przyglądał się akcji z boku. W ostatnich meczach sezonu i na starcie play-offów nie musiał w ogóle martwić się o wyniki swojego zespołu. Pierwszy mecz play-offów był w wykonaniu Philadelphii 76ers po prostu pokazem siły zespołu Bretta Browna. Obrona Miami Heat pozwoliła rywalowi rzucić aż 130 punktów! Ben Simmons w swoim debiucie w play-offach był niezwykle blisko triple-double. Australijczyk spędził na parkiecie 34 minuty i w tym czasie zanotował 17 punktów (5/13 FG, 7/10 FT), 9 zbiórek i 14 asyst.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Wysiłki Simmonsa wspierał J.J. Redick, który w końcówce sezonu złapał znakomitą dyspozycję i robi dokładnie to, po co Sixers ostatecznie go ściągnęli. Weteran prezentuje świetną formę strzelecką. Na początek play-offów 28 oczek, 8/13 z gry i 4/4 za trzy wychowanka Duke. To był bardzo łatwy mecz dla Szóstek. Miami Heat w drugiej połowie nie byli w stanie wykreować żadnego zagrożenia. Całe 48 minut pod kontrolą podopiecznych Bretta Browna – czy tak właśnie będzie wyglądała ta seria? Erik Spoelstra na pewno ma o czym myśleć. Do poprawy jest wiele rzeczy i w zasadzie trudno powiedzieć, od czego powinien zacząć.

Tymczasem na Heat czeka jeszcze jedna niespodzianka, bowiem niewykluczone, że Joel Embiid wróci do gry na kolejny mecz swojego zespołu. Jeśli tak, zabierze posiadania Dario Saricowi i Marco Belinellemu. Ten pierwszy zanotował 20 punktów z 15 rzutów, a Włoch z ławki zapewnił 25 oczek (9/17 FG, 4/7 3PT), więc Brown musi być bardzo ostrożny, by nie wybić z dobrego rytmu tych graczy, którzy w ostatnich meczach dostarczali świetną jakość. Heat prowadzili do przerwy 60:56, ale run 15:0 Szóstek całkowicie obrócił ten pojedynek na korzyść Philly.

Zobacz także: Wielki dzień Davisa! 
fot. Rob Carr
@mkajzerek
Michał Kajzerek