Hej – Utah Jazz są najgorętszą drużyną w lidze! Właśnie wygrali po raz 10. z rzędu i po raz pierwszy od ponad 2 miesięcy legitymują się bilansem lepszym niż 0.500. Główną rolę w całym przedstawieniu odgrywa Donovan Mitchell, który mimo słabej skuteczności, wziął dziś na siebie ciężar gry w końcówce i poprowadził Jazz do wygranej z San Antonio.

 

Pistons, Raptors, Warriors, Suns, Spurs, Pelicans, Grizzlies, Hornets, Trail Blazers, Spurs.

Żadna z tych drużyn, na czele z dwiema próbami podopiecznych Gregga Popovicha, nie znalazła w ostatnim czasie odpowiedzi na grę Utah Jazz. Spurs byli dziś bardzo blisko. Jeszcze w czwartej kwarcie prowadzili 13 punktami, przez pierwsze 3 kwarty udało im się zatrzymać Donovana Mitchella na słabej skuteczności i wydawało się, że seria graczy Quina Snydera zakończy się na 9 zwycięstwach.

Błąd.

Mitchell szybko zapomniał o wczesnych niepowodzeniach (9/28 z gry w całym meczu) i w czwartej kwarcie wziął się za odrabianie strat.  W ciągu ostatnich trzech minut zdobył 8 z 9 punktów gospodarzy, a na nieco ponad 60 sekund przed końcem zaliczył kluczowy przechwyt, po którym Jazz wyszli na prowadzenie 98:97.

Mitchell mógł liczyć na wsparcie Joe Inglesa (20pkt, 4/6 za trzy) i Jae Crowdera, który zagrał swój drugi mecz w barwach Jazz. Sam tymczasem dokonał czegoś, co nie udało się żadnemu debiutantowi od prawie 60 lat.

W 10 ostatnich meczach Mitchell rzucał średnio 21 punktów. Podczas 10-meczowej serii zwycięstw nie popisał się tylko w meczu z Pelicans, w którym wystąpił, mimo choroby (2pkt w 19 minut) i 2 dni później w Memphis, gdzie trafił zaledwie 4 rzuty w ciągu 31 minut.

Poza tym – był dla Quina Snydera nieoceniony.

Przed Jazz seria pięciu meczów u siebie, podczas której zmierzą się m.in. z Trail Blazers i Rockets. Czy stać ich na kolejne zwycięstwa? Z tak grającym Mitchellem wszystko jest możliwe.

Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Nowy sztab szkoleniowy Warriors!