Aż 30 punktów zaaplikował naszym kadrowiczom rozgrywający Miami Heat w meczu inaugurującym Eurobasket 2017. Polscy obwodowi nie mieli żadnej odpowiedzi na Dragica, który z każdą minutą spotkania nabierał co raz większej pewności siebie.

 

We wczorajszym wywiadzie dla Przeglądu Sportowego 31-letni rozgrywający zapowiedział, że to prawdopodobnie jego ostatni Eurobasket w karierze. Dodał, że Słoweńcy będą walczyli o medal, tak jak na turnieju w Polsce, 8 lat temu. To właśnie wtedy, po pierwszym sezonie spędzonym w NBA, Dragic ukazał się europejskiej publiczności jako jeden z najbardziej dynamicznych rozgrywających, który poprowadził swoją drużynę do 4. miejsca na kontynencie.

Z jednej strony, dziś niemal wszystko wyglądainaczej. To Luka Doncic jest młodą gwiazdą, dla której ma to być pierwszy wielki turniej w poważnej roli. Z drugiej, jeśli chodzi o dowodzenie na parkiecie, nic się nie zmienia. Dragic to generał i dynamit w jednej osobie. Dziś jego umiejętności o klasę przewyższały polskich obrońców, którzy z poważną koszykówką również mają przecież do czynienia na co dzień. Wniosek nasuwa się jeden.

29 minut na parkiecie, podczas których Goran zazwyczaj znajdował się przy piłce (o ile mieli ją Słoweńcy). Przez ten czas nie rozdał może zbyt wielu asyst (4), miał za to udział przy niemal każdej akcji ofensywnej Słoweńców, tylko raz stracił piłkę i atakował nasz kosz bez opamiętania. Właściwie robił wszystko to, co od października do kwietnia robi w Miami, trafił jednak na nieco mniej wymagających defensorów. Był za szybki dla naszych obwodowych, polscy podkoszowi nie mieli pomysłu jak przejmować go po zasłonach, a Dragic wykorzystywał niemal każdą lukę w naszej defensywie.

Wejścia pod kosz, rzuty z półdystansu, przechwyty (3), najwięcej czasu na parkiecie i najlepszy +/- w zespole. Co tu dużo mówić, Dragon rozpoczął turniej z wysokiego C i możemy się spodziewać, że nie zejdzie poniżej tego poziomu. My na szczęście mamy go już za sobą. Szkoda, że wykorzystaliśmy luk pod koszem w końcówce. Gdy słoweńscy wysocy wypadli z gry za faule, Dragon również wziął na siebie odpowiedzialność i rozgrywał dwójkowe akcje z którymś z rzucających obrońców lub skrzydłowych, lub po prostu sam brał sprawy w swoje ręce.

 Więcej o meczu Polska – Słowenia w tekście Michała Kajzerka.
Grzegorz Kordylas
fot. FIBA.basketball