Żadna drużyna w historii nie podniosła się, przegrywając 0-3 i Finały 2018 nie były wyjątkiem. Podczas gdy Dubs krok po kroku zbliżali się do drugiego z rzędu mistrzostwa NBA, do rozstrzygnięcia pozostała już tylko jedna kwestia – do kogo powędruje statuetka MVP Finałów?

 

Rok temu nie było wątpliwości. Kevin Durant był gwiazdą numer jeden i w swoim pierwszym sezonie w Bay Area poprowadził Warriors do pokonania Cleveland w pięciu meczach. Wtedy notował średnio ponad 35 punktów na mecz – niemal 10 więcej, niż drugi w tej klasyfikacji Stephen Curry.

Finały 2018 to już jednak inna bajka. Po dwóch meczach w Oracle Arena głównym kandydatem do nagrody MVP był Curry. W meczu numer 2 pobił rekord Finałów, trafiając 9 trójek. Później przyszedł jednak Game 3, który koniec końców mógł okazać się decydujący w kwestii nagrody. Dla Stepha był to najgorszy występ tej serii, jeśli nie całych tegorocznych play-offs w ogóle. Swoją pierwszą trójkę trafił na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu, wcześniej pudłując wszystkie 9 prób. Ostatecznie zakończył mecz z 11 punktami na koncie, a Warriors do zwycięstwa w Quicken Loans Arena poprowadził właśnie KD. Nad 43 punktami Duranta i trójką w ostatnich sekundach rozwodził się cały koszykarski świat, a notowania Curry’ego w kwestii MVP znacznie osłabły.

Zanim przejdziemy do meczu numer 4, przyjrzyjmy się statystykom obu panów. Przewaga punktowa Duranta nie jest już tak wyraźna, jak rok temu, jednak jeśli chodzi o selekcję rzutów – kiedy KD miał piłkę w rękach, szanse na zdobycie punktów były dużo większe.

Kevin Durant: 28,8 pkt/10,8 zbiórek/7,5 asysty/2 bloki/52% z gry/40% za trzy/96% osobistych

Stephen Curry: 27,5 pkt/6 zbiórek/6,8 asysty/1,5 przechwytu/40% z gry/41% za trzy/100% osobistych

KD rozdał więcej asyst, niż rozgrywający GSW, a serię zakończył występem z triple-double na koncie. Poza pierwszym meczem, w którym spudłował 14 prób z gry, w żadnym innym nie forsował rzutów, podejmując bardzo trafne i odpowiedzialne decyzje, także (a raczej przede wszystkim) w crunch time. Curry zakończył serię z 37 punktami na koncie w meczu numer 4. Do zdobycia ich potrzebował jednak aż 27 rzutów, a jego dyspozycja nie była tak kluczowa, jak w przypadku Duranta w Game 3. Cavs wyszli na dzisiejszy pojedynek jakby pogodzeni z porażką, a każda kolejna kwarta była dla ich kibiców prawdziwą męczarnią.

Na wypadek, gdybyście zastanawiali się, jak wygląda głosowanie – decyzja należy do 11 przedstawicieli najważniejszych mediów w kraju. Swój głos mieli m.in. Jeff Van Gundy (ESPN), Rachel Nichols (ESPN) i Howard Beck (Bleacher Report). Ostateczny wynik: 7-4 na korzyść Duranta.

Obaj mieli na koncie kapitalne występy i w równym stopniu przyczynili się do drugiego mistrzostwa z rzędu. Być może więc o zdobyciu nagrody zadecydowały ich ,,najgorsze” występy. Durant w swoim rzucił 18 punktów, miał 9 zbiórek i 9 asyst. Steph we wspomnianym meczu numer 3, trafił tylko 3 z 16 rzutów i zarówno on, jak i reszta zespołu, potrzebował cudów od Duranta, by Warriors wygrali.

Ciekawostka: Od kiedy przyznawana jest nagroda MVP Finałów, zawodnik który rzucał średnio ponad 25 punktów na mecz, a jego drużyna wygrała serię, otrzymywał ją w 75% przypadków. Curry dokonał tego już 3-krotnie – nie wygrał ani razu.

Kto według Was bardziej zasłużył na nagrodę MVP Finałów?

Grzegorz Kordylas
fot. CBSSports
Zobacz także: Tak Cleveland żegna LeBrona!