Kiedy celowniki Splash Brothers na jedną noc pozostają rozregulowane, a rywale w najważniejszym momencie meczu przeprowadzają comeback, przypominamy sobie, po co sprowadzono do Oakland Kevina Duranta. KD trafił najważniejszy rzut wczorajszego wieczoru, ale Dubs potrzebowali jeszcze jednego bohatera, by uniknąć wpadki przeciwko fatalnie spisujących się na wyjazdach Mavs.

 

Dallas Mavericks – Golden State Warriors 116:120

Choć słowo fatalnie dobrze opisuje raczej bilans podopiecznych Ricka Carlisle w trasie (2-13), aniżeli ich grę. Wczorajszy wieczór udowodnił nam, że nawet bez Luki Doncica, Mavs są w stanie nawiązać równą walkę z najlepszymi i mają sporo argumentów, by wrócić do gry w najmniej oczekiwanym momencie.

Jeszcze na 7,5 minuty przed końcem gospodarze prowadzili 16 punktami, a w szeregach Mavs zabrakło Luki Doncica (19pkt). Słoweniec zdążył napsuć sporo krwi rywalom zanim po 30 minutach gry musiał opuścić mecz w związku z nieszczęśliwym wypadkiem podczas jednej z akcji. Rozpędzony Luka dosłownie wleciał w młodego fana Warriors, a po meczu postanowił wynagrodzić mu chwilę stresu koszulką z autografem. Sam obił sobie biodro i na parkiet już nie wrócił.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W czwartej kwarcie Mavs zaczęli jednak odrabiać straty, bardzo sprytnie wykorzystując błędy gospodarzy, których plany, mimo wysokiego prowadzenia, nagle jakby się posypały. Niemoc strzelecka Curry’ego i Thompsona (w sumie 6/22 z dystansu) i proste błędy w defensywie sprawiły, że Harrison Barnes i spółka doszli Dubs na jeden punkt. Najpierw były skrzydłowy Warriors trafił arcytrudny rzut nad Kevinem Durantem, a na minutę przed końcem jeden osobisty trafił DeAndre Jordan (12pkt/23zb) i Mavs byli już o krok od sprawienia sensacji. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął jednak KD i zrewanżował się Barnesowi za akcję sprzed kilkudziesięciu sekund.

Durant nie jest jednak jedynym zawodnikiem, którego kibice Warriors mogliby nosić dziś na rękach. Jonas Jerebko trafił 10 z 12 rzutów, pudłując tylko 2 trójki i z 23 punktami był drugim najlepszym strzelcem gospodarzy po KD. Przyjście z Utah do zespołu obrońców tytułu póki co wychodzi mu na dobre – Szwed gra więcej, niż u Quina Snydera i jest skuteczniejszy – 49% z gry to najlepszy wynik w jego dotychczasowej karierze.

fot. Getty Images
Czytaj także: 63 minuty koszykówki w Waszyngtonie!