Z bohatera, ochrzczonego najlepszym zawodnikiem tych play offów, do zbędnego zawodnika, bez którego jego drużyna gra lepiej. Wizerunek Kevina Duranta przeszedł długą drogę odkąd Warriors zaczęli świetnie radzić sobie bez niego, jednak sam zainteresowany nie ma wątpliwości: z nim w składzie drużyna gra lepiej.

 

KD wystąpił przed dziennikarzami po raz pierwszy od kilku dni. Rozmawiał o kontuzji, o tym, że jest gorsza od poprzedniej, ale koniec końców cieszy się, że to nie Achilles, o niewiadomej dacie powrotu i wreszcie – o stylu gry Warriors. Zapytany przez reportera o to, jak Dubs grają w ostatnich meczach, odpowiedział: Jak MY gramy? 

Reporter szybko się poprawił i wysłuchał wypowiedzi Duranta na temat tego jak Dubs świetnie radzą sobie na parkiecie. Inny dziennikarz szybko podchwycił temat i zapytał KD, czy czuje, że ludzie traktują jego i Warriors jako dwa oddzielne byty.

Zdecydowanie. Jest tak odkąd tu trafiłem. Zawsze byli Warriors i KD. Ale wiem, że reszta drużyny i cała organizacja wie dokładnie co zrobiłem na parkiecie i poza nim, by stać się częścią tutejszej kultury. Wszystko czego ode mnie oczekiwali – od grania, poprzez reprezentowanie organizacji, działanie na rzecz społeczeństwa. Ciężko pracuję każdego dnia i wiem co wnoszę do drużyny. Ale zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi z zewnątrz nie lubi oglądać nas razem. Rozumiem to.

Wtóruje mu Stephen Curry:

Mam wrażenie, że przez ostatnie trzy lata wszyscy starali się nas rozdzielić, zepsuć atmosferę w naszej drużynie i nasze poczucie wspolnoty. Nawet w tym roku, wszystko to jeszcze bardziej się rozrosło przez całą tę sprawę z kontraktem Kevina. Nikt z nas nie może powiedzieć nic, co nie zostałoby skrytykowane. Nikogo nie zadowala już to, że gramy świetnie. To mnie najbardziej zaskakuje. Kiedy KD gra dobrze, mówią: Hej, to zupełnie nie ich styl, nie da się tego oglądać. Kiedy nie gra, a my wygrywamy: Czy bez niego są lepsi do oglądania? Nie ważne z której strony na to spojrzysz, zawsze usłyszysz to samo.

Krytyka to cena bycia wielkim, a żadna drużyna nie osiągnęła w XXI wieku tyle, co Golden State Warriors. Nie ma możliwości ucieczki – czy według Was krytyka w ich stronę poszła zbyt daleko?

Czytaj także: Kontakty Paula i Hardena pogrążą Rockets?