Jeśli Philadelphia 76ers ponownie będzie polowała na wielką gwiazdę rynku wolnych agentów, nie może liczyć na Joela Embiida. Zawodnik chce walczyć z najlepszymi, a nie prosić o pomoc. Mimo wszystko żałuje decyzji LeBrona Jamesa.

 

To pierwszy off-season w karierze Joela Embiida, gdy ten jest zdrowy i może pracować nad swoją formą oraz szlifować grę. To nadal młody gracz, który najlepsze lata ma dopiero przed sobą. W Philly latem nie doszło do rewolucyjnych zmian. Zespół odzyskał kilku graczy, którzy pomagali mu rok temu i dołożył do rotacji doświadczonego i wartościowego Wilsona Chandlera, który powinien być bardzo pomocny. Sixers byli także w orbicie zainteresowań LeBrona Jamesa. 3-krotny mistrz rzekomo mocno zastanawiał się nad dołączeniem do Joela Embiida i Bena Simmonsa.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

– Sądziłem, że [LeBron] rozważy możliwość dołączenia do naszej drużyny. Raczej nie potrzebował mojej pomocy. Mamy naprawdę ciekawą grupę zawodników. Wielu z nich wraca na kolejny sezon. W zeszłym sezonie wygraliśmy 52 mecze. Kolejne rozgrywki mogą być jeszcze lepsze po ściągnięciu Wilsona Chandlera. Poza tym Markelle [Fultz] powinien wrócić do pełni formy – dodaje.

Ale jeśli chodzi o rekrutację gwiazd do składu, zarząd Sixers nie powinien liczyć na pomoc swojego lidera. Swoją drogą – Szóstki nadal nie znalazły zastępstwa dla Bryana Colangelo – byłego GM-a, który został zwolniony po skandalu z fake’owymi kontami na twitterze, które prowadziła jego żona. Jednym z kandydatów był R.C. Buford z San Antonio, ale ten nie ma zamiaru opuszczać Gregga Popovicha.

– Ja sam jestem wyłącznie zawodnikiem i nie chciałem się w to wszystko mieszać. Nie lubię być zaangażowany w sprawy zarządu. Szczerze powiedziawszy nie obchodzi mnie to, czy dodamy do składu więcej gwiazd. Chcę być najlepszy, jeżeli jeszcze nie jestem – przyznaje wysoki.

Zobacz także: Jeszcze jeden powrót do Cleveland?
fot. Bill Streicher
Michał Kajzerek
@mkajzerek