Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Mavs za kilka miesięcy będą dysponować najlepszym europejskim duetem w NBA. Ryzykowny ruch, jakiego podjęli się wczorajszego wieczoru szybko stał się tematem numer jeden. Czy jednak, w razie szybkiej rehabilitacji i powrotu KP do gry, tylko Mavs są zwycięzcami tej transakcji?

 

Ważne info: Aby treści na MVP Magazyn pozostały darmowe, jak zapewne zdążyłeś/zdążyłaś zauważyć, testujemy pewną zmianę. Od dziś dostęp do artykułu otrzymasz po odpowiedzeniu na jedno proste pytanie. Jeśli wolisz wersję naszego magazynu bez reklam – możesz wspomóc nasze działania symboliczną kwotą za subskrypcję. Liczymy też na Twoją opinię w kwestii nowego rozwiązania. Dziękujemy!

Kiedy przyjrzymy się planom Knicks na najbliższe lata, od wielu miesięcy wyglądają one tak samo: ściągnąć gwiazdę, ściągnąć jeszcze jedną gwiazdę, walczyć o tytuł. Wczorajszym ruchem włodarze klubu zapewnili sobie 71 milionów w salary cap na najbliższe lato – wystarczająco, by wypełnić dwa pierwsze punkty powyższego planu i podpisać dwa maksymalne kontrakty.

Knicks nie ryzykowali praktycznie niczym – nic dobrego w tym sezonie już ich nie spotka, a nawet powrót do gry Porzingisa, który z plotkami transferowymi musi mierzyć się jeszcze od czasów Phila Jacksona, nie oznaczałby, że zespół wejdzie na poziom, dzięki któremu mógłby konkurować z Bucks, Raptors, czy Celtics. Prezydent Knicks, Steve Mills, przyznał otwarcie:

Czujemy, że poczyniliśmy właściwy ruch. Kiedy pomyślisz o tym jak chcesz budować drużynę na dłuższy okres, rzecz, której chcesz uniknąć przede wszystkim, to podpisanie maksymalnego kontraktu z zawodnikiem, który mówi wprost, że nie chce tu zostać. Dla klubu i dla fanów byłaby to niedźwiedzia przysługa.

Kyrie Irving, Kevin Durant – włodarze Knicks są rzekomo bardzo optymistycznie nastawieni, myśląc o szansach na sprowadzenie któregoś z nich.

Knicks patrzą daleko przed siebie, tymczasem w Dallas rozpoczęło się właśnie niecierpliwe wyczekiwanie: kiedy ten Porzingis wróci do zdrowia?!

Odpowiedź brzmi: Nie wiadomo. Według Knicks, którzy ostatnie oficjalne info w tym temacie podali w grudniu, najwcześniejsza data powrotu Łotysza do gry to koniec lutego. Nadal istnieje jednak prawdopodobieństwo, że KP zobaczymy na parkiecie dopiero w sezonie 2019/2020.

Dla 23-latka przenosiny do Teksasu to wyłącznie dobre wiadomości. Dirk Nowitzki to jeden z jego idoli, z Luką Doncicem spędzał czas w Madrycie minionego lata, kiedy leczył kontuzję. Trener Rick Carlisle świeżo po transferze mówił:

To oczywiste, że Porzingis to niebywały talent, bardzo przypominający Dirka. To duet przypominający nieco dwójkę Nowitzki-Nash, tylko, że ci goście są więksi.

Obecność Nowitzkiego faktyczne może być tu kluczowym czynnikiem dla współpracy obu panów. Dwa wybitne europejskie talenty pod okiem najlepszego Europejczyka w historii NBA – brzmi jak przepis na sukces. Życie kibiców Dallas Mavericks właśnie stało się dużo ciekawsze.

Nie tylko Porzingis może być jednak zadowolony ze zmiany pracodawcy. Wczorajsza wymiana może podziałać także motywująco na Dennisa Smitha Juniora. 21-latek, który rok temu był objawieniem Mavs może po pierwszej połowie obecnego sezonu czuć spory niedosyt. Jego cyfry względem minionych rozgrywek spadły, a kibice w Dallas znaleźli sobie nowego bohatera. O współpracy obu panów napisano wiele – w Nowym Jorku DSJ powalczy o minuty z Emmanuelem Mudiay’em i ta rywalizacja również powinna podziałać pozytywnie na obie strony. Innego zdania może być Frank Ntilikina, którego przyjście Smitha Jr. może kosztować kilka bardzo cennych dla niego kontaktów z piłką.

W idealnym dla obu stron scenariuszu, Kristaps Porzingis wraca do gry i tworzy z Luką Doncicem najlepszy europejski duet, jaki kiedykolwiek biegał po parkietach NBA, a Knicks za zaoszczędzone pieniądze kupują gwiazdy, które dają im przepustkę do walki o najwyższe cele. Możemy domyślać się, że własnie to włodarze obu klubów mieli w głowie, kiedy dopinali wczorajszy transfer. Jak będzie w rzeczywistości? Tego nie wiemy, lecz z ogromnym zainteresowaniem będziemy przyglądać się losom obu zespołów w kolejnych miesiącach.

Grzegorz Kordylas
fot. Getty Images/Ringer illustration
Czytaj także: Piątka pominiętych – kogo zabraknie w All-Star Game?