John Wall mimo, że od grudnia zeszłego roku nie gra i przebywa na rehabilitacji, uległ kolejnej kontuzji. Rozgrywający Washington Wizards poślizgnął się w domu i ponownie uszkodził ścięgno Achillesa. Jest to uraz tej samej stopy, która była operowana miesiąc temu. Prognozowany okres rehabilitacji wydłużył się ze spodziewanych 6-8 miesięcy do 11-15 miesięcy.

 

 

Wydawałoby się, że dla Johna Walla ten sezon nie może już być gorszy. Rozpoczął go kompletnie nieprzygotowany, w dodatku ze sporą nadwagą. Od pierwszych meczów miał problem z dogadaniem się z resztą zespołu. Były wolny i bez formy. W ataku, kiedy nie miał piłki stał w miejscu. W obronie nie robił absolutnie nic. Jego średnie 20 punktów i prawie 9 asyst w żadnym stopniu nie przekładały się na sukcesy zespołu. Swój sezon zakończył już w grudniu, poddając się zabiegowi, który miał usunąć dyskomfort odczuwany w lewej stopie. Teraz do zespołu ze stolicy Stanów Zjednoczonych dotarły kolejne hiobowe wieści. John Wall przedłużył sobie rekonwalescencję o dodatkowe pół roku.

Podczas standardowej wizyty kontrolnej mającej na celu oczyszczenie rany pooperacyjnej, lekarz zdiagnozował naderwanie ścięgna Achillesa w stopie, która była operowana. Jak się okazało kontuzja powstała w skutek upadku w domu. Niestety konieczna jest kolejna operacja, która znacząco wydłuży okres rehabilitacji. Powrót Johna Walla na parkiety NBA planowany był na początku przyszłego sezonu, ale wobec kolejnego urazu prognozy nie są najlepsze. W wariancie optymistycznym Wall wróci do gry w okolicach kolejnego Meczu Gwiazd, pod koniec lutego 2020 roku.

Od początku sezonu media informowały nas o tym, że władze Wizards są zawiedzione postawą zawodnika. John Wall nie spełnia pokładanych w nim nadziei i oczekiwań. W okolicach listopada byli gotowi wysłuchać ofert transferowych za swojego rozgrywającego.

Jeżeli jeszcze tydzień temu mięli jakiekolwiek nadzieje, że znajdzie się chętny na usługi Johna Walla, który nie przestraszy się jego gigantycznego kontraktu, to w tej chwili już nie mają złudzeń. Kto kupi kontuzjogennego, chimerycznego zawodnika, który będzie gotów grać dopiero za rok, i któremu w tym roku trzeba będzie zapłacić prawie 38 milionów a w kolejnych grubo ponad 40!

 

Czytaj także: Na żywo z Brooklynu!
fot. Ned Dishman
Tomasz  Kubień