Jeśli myślicie, że błędy sędziów w NBA są nie do przyjęcia, powinniście obejrzeć końcówkę finału Pucharu Króla. FC Barcelona wygrała z Realem Madryt 94:93, jednak kilkadziesiąt ostatnich sekund zapadnie nam w pamięć nieszczególnie ze względów sportowych.

 

Mecz był pełen zwrotów akcji i emocji, które dodatkowo potęgowała renoma obu zespołów i wiadomy wzajemny stosunek kibiców. Barcelończycy odrobili 17-punktową stratę, a na 4 sekundy przed końcem prowadzili dwoma punktami, jednak Sergio Llul rzutem na taśmę odebrał im radość ze zwycięstwa, doprowadzając do dogrywki:

W tej działo się jeszcze więcej. Przy stanie +2 dla Barcelony na 12 sekund przed końcem bardzo przytomnym podaniem spod własnego kosza obsłużony został Chris Singleton, jednak jego próba zdobycia punktów spotkała się z faulem, który w NBA nazwalibyśmy flagrant. Sędziowie nie użyli jednak gwizdka , a chwilę później koszykarze ze stolicy wyszli na prowadzenie dzięki akcji 2+1 Jaycee Carrolla.

Trudno powiedzieć, czy ostatnia decyzja sędziów była zadośćuczynieniem za poprzedni błąd. Ante Tomic oddał rzut spod kosza, który odbił się od obręczy i trafił w ręce obrońców Realu. Innego zdania byli jednak arbitrzy, którzy odgwizdali…goaltending. Madrytczycy próbowali jeszcze szczęścia rzutem z połowy, jednak nie odzyskali już prowadzenia i Puchar Króla trafił w ręce FC Barcelony.

Czytaj także: Historia w Charlotte zatoczyła koło