Jeszcze kilka dni temu większość z nas śmiało zakreśliłaby Game 4 w kalendarzu, dopisując do niego ,,Ostatni mecz Celtics”. Niedzielne zwycięstwo Bostonu nieco ostudziło zarówno graczy Cavs, jak i wszystkich, którzy wieścili kolejny blowout.

 

Trudno się dziwić. Najwyższa porażka w historii Finałów Konferencji i jeden z najgorszych meczów w historii klubu to nie przypadek. Celtics byli u siebie o kilka klas grosi od Cavs. Na dodatek stracili swojego kandydata do nagrody MVP. Tymczasem w trzeciej kwarcie Game 3 obrócili mecz na swoją korzyść i jako pierwszy zespół pokonali Cleveland w tych Play Offach. Czy oznacza to, że mają szansę na równą walkę w Game 4?

Przed Celtics kolejne bardzo trudne zadanie. LeBron James tylko 10-krotnie w swojej karierze notował mniej niż 15 punktów w przegranym meczu Play Offs. Jego średnia w meczach następujących po tych słabych występach? Ponad 24 punkty i 8 zbiórek. Biorąc pod uwagę formę Jamesa, w dzisiejszym meczu możemy spodziewać się bardzo dominującego comebacku.

Tyronn Lue o swój zespół nie musi się martwić. Porażka w Game 3 może obrócić się na korzyść Cavs, jeśli dziś pokonają Celtics. By tego dokonać, muszą ograniczyć ich na obwodzie, skąd C’s trafiali jak na zawołanie w drugiej połowie ostatniego meczu. Ekipa Brada Stevensa dała też świetny pokaz obrony pick&rolli i dosłownego przebiegania przez zasłony, zamiast zmiany krycia i tworzenia niewygodnych dla siebie match-upów.

Jedno jest pewne – żaden mecz tej serii nie miał w sobie tylu niewiadomych.

Rozwiązania poznamy o 2:30 naszego czasu.

Czytaj także: Ginobili o swojej przyszłości!
fot. Jim Davis
Grzegorz Kordylas
@NBAwithGK