W meczu z Sacramento Kings, Cleveland Cavaliers odnieśli 13. zwycięstwo z rzędu. Zapewnił im je, a to niespodzianka, LeBron James, który przy stanie 97:95 trafił trójkę odbierającą rywalom resztę nadziei na wyrównanie.

 

Po meczu Tyronn Lue przyznał, że miał na ten moment przygotowaną inną zagrywkę. Koniec końców zmienił ją, ponieważ…tak postanowił James.

LeBron miał na tę akcję własny pomysł.

Chicago.

I nie chodzi tu bynajmniej o żadną akcję z poniedziałkowego zwycięstwa w United Center, choć ma związek z meczem z Chicago Bulls.

Chicago to zagrywka nazwana na cześć wspaniałego rzutu Jamesa sprzed dwóch lat. Rzutu, bez którego Cavs mogliby nie znaleźć się w Finałach 2015 i rozpocząć sagi pojedynków z Golden State Warriors. Tło: Bulls prowadzą 2-1 w serii, grają u siebie, na tablicy wyników 84:84 i 1,5 sekundy do końca. Krycie LeBrona zarezerwował sobie znakomity w tamtej serii Jimmy Butler. Nie mógł zrobić wiele więcej.

Także wczoraj, w akcji decydującej o losach meczu z Sacramento, James nie miał wątpliwości na jakie zagranie się zdecydować. Tyronn Lue musiałby być niespełna rozumu, by odmówić swojemu liderowi:

Miałem rozpisać inną zagrywkę, lecz LeBron powiedział ,,Chcę Chicago”. Więc mówię – OK. Oddaliśmy mu piłkę i trafił wielki rzut. To była dla nas bardzo ważna akcja i mieliśmy już pięć punktów przewagi.

Najlepszy w całej tej historii jest fakt, że także i w przypadku wspominanego meczu z Bulls, James sprzeciwił się swojemu trenerowi. Wtedy był nim David Blatt, którego pomysłem było…by to LeBron wyprowadzał piłkę z boku. Ten nie zastanawiał się jednak ani chwili i rzucił krótkie: ,,Po prostu dajcie mi piłkę”.

Lata oglądania go w akcji nauczyły nas, że LBJ dobrze wie, co jest najlepsze dla jego drużyny.

Grzegorz Kordylas
fot.Vaughn Ridley
Czytaj także: Kawhi wróci na mecz z Celtics?!