Pojedynek dwóch kandydatów do nagrody MVP był ozdobą dzisiejszej nocy w NBA. Milwaukee Bucks przyjechali do Houston zmierzyć się z genialnym ostatnio Jamesem Hardenem i spółką. Obecnego MVP powstrzymać od wielkich liczb się nie udało, ale przetrwać je – jak najbardziej.

 

Milwaukee Bucks – Houston Rockets 116:109

Nie Raptors, nie Warriors, nie Nuggets. To właśnie Milwaukee Bucks mogą pochwalić się najmniejszą liczbą porażek na tym etapie sezonu. Nie bez powodu – oglądając mecz w Houston, w którym podopieczni Mike’a Budenholzera mimo swojej pozycji w tabeli wcale nie byli faworytami, łatwo można było zauważyć, że Bucks odrobili lekcje i skupili się na tym jak wyeliminować najmocniejsze punkty rywali.

Atrybutów Jamesa Hardena (42pkt/11zb/6as) w pełni wyeliminować się nie da (Giannis próbował). The Beard jest w trakcie najlepszego indywidualnego streaku od czasów Tracy’ego McGrady’ego (2003) – dzisiejszy mecz był 14 z rzędu, w którym obecny MVP zaaplikował rywalom przynajmniej 30 punktów. Mimo tego Bucks mogą być z siebie zadowoleni – choć Harden jak zwykle trafił kilka rzutów, po których mogliśmy tylko złapać się za głowę, ostatecznie spudłował 17 z 30 oddanych rzutów. W końcówce trafił cztery ważne rzuty, które 13-punktową stratę zmieniły w 3-punktową – w międzyczasie spudłował jednak kilka rzutów z dystansu, a Bucks udało się uratować prowadzenie, głównie dzięki podkoszowej aktywności znakomitego tego wieczoru Giannisa Antetokounmpo (27pkt/21zb/5as).

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Nie tylko Harden znalazł się na celowniku obrońców Bucks. Dwa dni po wyśrubowaniu swojego career-high w meczu przeciwko Denver, Clint Capela nadział się na defensywny duet Lopez-Antetokounmpo, który bardzo przyłożył się do zatrzymania jego podkoszowych zapędów. Efekt? Szwajcar trafił tylko 4 z 16 rzutów z gry, ratując się nieco z linii rzutów osobistych (10/12). Rockets oddali 48 rzutów z dystansu trafiając 18 z nich – w końcówce ich celowniki były jednak rozregulowane i nie udało im się wykorzystać swojej ulubionej broni, by dogonić gości.

Dla Milwaukee było to 7 zwycięstwo w 8 ostatnich meczach. W trakcie tej serii Antetokounmpo notuje średnio prawie 28 punktów na mecz – byłoby ich znacznie więcej, jednak mecze z Hawks i Pistons rozstrzygnęły się na tyle szybko, że lider Bucks mógł oglądać końcówkę z ławki. Mimo kolejnego znakomitego występu, Greek Freak tonuje nastroje odnośnie nagrody MVP:

Jeśli mam być szczery, zależy mi tylko na wygrywaniu. Wiem, że dzięki zwycięstwom, współpracy z kolegami i zostawianiu na parkiecie serca, reszta rzeczy przyjdzie sama.

Jak mówi, tak robi. Bucks wskoczyli na pierwsze miejsce Konferencji Wschodniej. Miesiące mijają, a podopieczni Mike’a Budenholzera nie zamierzają spuszczać z tonu.

Najlepsza obecnie drużyna Wschodu?

fot. NBA
Czytaj także: Kuzma wykręca career-high w 3 kwarty!