W spotkaniu takim jak to, emocje zazwyczaj są gwarantowane. Wizards celowali dziś w 5. zwycięstwo z rzędu i pewnie dopięliby swego, gdyby nie błędy i niewykorzystane sytuacje, których w końcówce czwartej kwarty było zdecydowanie za dużo.

 

Milwaukee Bucks – Washington Wizards 110:103

Pomimo wielu błędów i niemocy strzeleckiej, jaka dopadła obie drużyny na kilka minut przed końcem, spotkanie oglądało się dobrze – wynik przez niemal pełne 48 minut był sprawą otwartą, a oba zespoły miały swoje szanse, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie wykorzystali ją Bucks, choć na sześć minut przed końcem nic na to nie wskazywało.

Najpierw za powyższą akcję wyleciał z boiska Matthew Dellavedova. Czy słusznie? Trudno powiedzieć. Choć Bradleyowi Bealowi nie stało się nic poważnego, cała sytuacja mogła zakończyć się dużo gorzej, a według przepisów NBA sam atak na okolice głowy przeciwnika powinien być od razu sprawdzany w kontekście Flagrant 2.

Największe niespodzianki sezonu 2017/2018? Sprawdź nasze typy!

Milwaukee Bucks wygrywali wtedy dwoma oczkami, ale od tego momentu zaczęły się dla nich schody. Chwilę później świetną akcją w defensywie popisał się Marcin Gortat (17pkt/7zb), który wymusił piąty faul na Giannisie Antetokounmpo. Greek Freak opuścił parkiet, Bucks zostali na parkiecie z dość niskim składem, podczas gdy po stronie Wizards nadal biegali Gortat i Markieff Morris. Wydawać by się mogło, że bez Dellavedovy i Giannisa, ofensywa i defensywa Bucks straci połowę swojej wartości, a podopieczni Scotta Brooksa momentalnie ruszą do ataku. Rzeczywistość nie okazała się jednak tak kolorowa dla graczy ze stolicy. Mimo przewagi, podczas kilku minut bez Antetokounmpo na parkiecie, Wizards rzucili tylko 3 punkty więcej niż ich rywale, popełniając sporo błędów w ataku i nie znajdując na taki line-up gości odpowiedniej recepty.

Wracając na chwilę do Gortata – Polak po słabym meczu przeciwko Grizzlies zaliczył dziś bardzo udany występ. Scott Brooks trzymał go na parkiecie przez 33 minuty, jednak ani on, ani reszta Wizards nie mogli nic poradzić na znakomitą końcówkę w wykonaniu Giannisa Antetokounmpo.

Grek wrócił do gry na 3 minuty przed końcem, gdy przewaga gospodarzy wynosiła 3 oczka. Momentalnie wziął się do roboty w ataku, trafiając dwa rzuty i wyprowadził Bucks na prowadzenie. Chwilę później, po osobistych Beala (20pkt), Wizards zbliżyli się na jeden punkt i nadzieje na zwycięstwo w Capital One Arena odżyły.

Nie na długo.

Błąd w obronie Morrisa, Eric Bledsoe w roli closera i Bucks pozostawało już tylko postawić kropkę nad I. Tę na 36 sekund przed końcem postawił Giannis, trafiając z półdystansu nad Kelly Oubre Juniorem i odstawiając mecz do lodówki.

34 punkty, 12 zbiórek, 7 asyst – Antetokounmpo był liderem ekipy z Milwaukee w każdej z tych kategorii. Zamiast przybliżyć się do Cavs, Wizards znaleźli się niebezpiecznie blisko swoich dzisiejszych rywali w tabeli. Ich przewaga nad Bucks to dokładnie 2 zwycięstwa, Gortat i spółka rozegrali jednak dwa mecze więcej.

John Wall do 16 punktów dodał najlepsze w sezonie 16 asyst. Bucks wykonali na nim jednak świetną robotę w obronie, zatrzymując rozgrywającego Wizards na skuteczności 5/19 z gry.

Grzegorz Kordylas
fot.AP Photo/Alex Brandon
Czytaj także: Steph Curry zaatakuje MVP?