W czasach, gdy większość supergwiazd ligi umawia się na kolacje, w związku z czym media aż huczą od plotek transferowych, cała ta karuzela wydaje się nie dotyczyć prawdopodobnie największej obecnie gwiazdy NBA.

 

Takie obrazki to codzienność, jeśli oglądacie mecze Milwaukee Bucks. Wewnątrz pokorny, znakomity kolega z drużyny (Tim Duncan tej ery jak nazwał go jego trener), na parkiecie zamienia się w bestię. Giannis wreszcie realnie liczy się w wyścigu po MVP i nie zamierza przez to być bardziej pobłażliwym dla swoich rywali.

W wywiadzie z Adrianem Wojnarowskim Antetokounmpo zapytany został o to, dlaczego, podczas gdy wiele gwiazd NBA ma ze sobą bardzo dobre stosunki widoczne z resztą w mediach, ludzie nie widzą tego samego w wykonaniu zawodnika Bucks. Po chwili zastanowienia Giannis sam zapytał Wojnarowskiego:

Czy Kobe był blisko ze swoimi rywalami? Albo Kevin Garnett? Albo Michael Jordan?

Rzecz jasna: nie.

To chyba natura rywalizacji. Wiem, że jeśli mam grać przeciwko nim w play offach, rywalizować przez wiele lat, wolę trzymać się od takich rzeczy z daleka i nie budować bliższych relacji. Mam pewność, że wchodząc na parkiet dam z siebie 100%. Być może gdybym się z kimś zaprzyjaźnił, lub był z nim blisko, oczekiwałby ode mnie żebym trochę spasował i nie grał przeciwko niemu tak twardo. Nie chcę żeby takie myśli ograniczały mnie kiedy wchodzę na parkiet.

W ostatnich dniach Giannis wypowiedział także inne, bardzo znaczące słowa, dotyczące jego pochodzenia i osobowości, podczas gdy staje się wizytówką ligi.

Ludzie wciąż powtarzają, że mogę stać się twarzą NBA. Ostatnio jednak najbliżsi, wiecie, rodzina, dziewczyna, przyjaciele, stwierdzili, że nie mogę nią być jeśli nie jestem Amerykaninem. Nie mam w sobie amerykańskiej kultury.

Przemyślałem to dobrze. Czy powinienem mieć w sobie więcej amerykańskiego swagu? Przychodzić na mecze w garniaku, być bardziej zamerykanizowany? Ale stary…jeśli nie mogę być twarzą tej ligi będąc jednocześnie sobą, to nie dbam o to, by nią być. To tyle.

I jak tu go nie lubić?

Czytaj także: NBA zagości w Paryżu!