Sweep w finale NBA to ostatnia rzecz, której życzyliby sobie fani koszykówki. Takie rozwiązanie jednak przewidywaliśmy. Golden State Warriors pewnie wygrali mecz nr 4 tegorocznej rywalizacji o trofeum Larry’ego O’Briena. Podnoszą je po raz drugi z rzędu i są w znakomitej pozycji na kolejne lata.

 

Golden State Warriors weszli w mecz, jakby chcieli go zakończyć po 12 minutach. Z pierwszych 13 punktów gości, aż 9 było autorstwa Stephena Curry’ego, który po pierwszej odsłonie meczu miał więcej oczek niż w starciu nr 3. Warriors rozpoczynając drugą kwartę mieli relatywnie bezpieczną kilkupunktową przewagę. Jednak trzy faule Klaya Thompsona oraz 2+1 spod kosza LeBrona, a następnie wsad w kontrze pozwoliły Cleveland Cavaliers objąć prowadzenie 39:38. Potem Cavs popełniali całą masę defensywnych błędów przy zmianach krycia. Strata zaledwie 9 punktów (52:61) po pierwszych 24 minutach była dla gospodarzy swego rodzaju prezentem.W końcówce tej części znakomitym blokiem popisał sie JaVale McGee zatrzymując próbę rzutu za trzy J.R.-a Smitha, po chwili wielką trójkę trafił Steph.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Z szatni Warriors wyszli z wielkim luzem, bawili się koszykówką. Ich prowadzenie urosło już do 17 punktów i Cavs swoich szans szukali po kolejnych przerwach na żądanie Tyronna Lue. Nic jednak nie wskazywało na to, że wkrótce się cokolwiek zmieni. Na 3 minuty przed końcem trzeciej kwarty swój czwarty faul złapał LeBron James. Lider Cavs momentami wyglądał na niezwykle sfrustrowanego sytuacją na parkiecie. Gospodarze zdobyli tylko 13 punktów w tej odsłonie i 21-punktowa strata przed rozpoczęciem czwartej kwarty oznaczała jedno – 12 minut agonii i 12 minut radosnej koszykówki mistrzów z Oakland.

Czy to był ostatni mecz LeBrona Jamesa w trykocie Cavs? Patrząc z perspektywy całego sezonu – powinien, ponieważ zespół nie zrobił wystarczająco wiele, by przekonać swojego lidera do kontynuowania walki razem z nimi. Warriors tymczasem cieszą się z trzeciego mistrzostwa w przekroju ostatnich czterech lat. MVP finałów był wyborem pomiędzy Kevinem Durantem i Stephenem Currym. Obaj panowie rozegrali świetną serię,ale przesądziło triple-double KD – 20 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. Curry zapewnił od siebie kolejne 37 oczek (12/25 FG, 7/15 3PT), 6 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty i 3 bloki.

Sezon kończymy sweepem i rozczarowującą postawą mistrzów ze wschodu. Jeszcze w tym miesiącu gala NBA, na której rozdane zostaną wszystkie indywidualne nagrody. Kilka dni później – co ważniejsze – draft.

fot. Ken Blaze
Michał Kajzerek
@mkajzerek