Mówiło się o tym już wielokrotnie. Marcin Gortat jest jednym z najlepiej stawiających zasłony wysokich w NBA i trudno się z tym kłócić. Statystyki w tym wypadku są jednoznaczne. To zdecydowanie jedna z największych przewag Washington Wizards w tegorocznych play-offach.

 

Dzięki zasłonom Marcina Gortata – John Wall, Bradley Beal i pozostali koledzy ze składu bardzo często mają albo otwarte miejsce do rzutu albo drogę do wjazdu lub podania. Gortat mocno staje na nogach i szerokością swojego ciała maksymalnie utrudnia rywalowi przebicie się przez ścianę. Gracze obwodowi Wizards wielokrotnie podkreślali, że jest dla nich furtką do gry, w jakiej czują się najbardziej komfortowo. Jednak umiejętność, którą Marcin tak dobrze opanował, bardzo często jest niedoceniana lub pomijana w rozmowach o wpływie danego zawodnika na mecz. Sam Jason Kidd mówił niedawno, że według niego dobrze postawione zasłony mogą prowadzić do zwycięstw.

W play-offach Gortat kreuje średnio 9,8 asyst po zasłonach. Co to oznacza? Że jego koledzy zdobywają punkty około dziesięć razy na mecz, gdy wychodzą zza picka postawionego przez centra Wizards. Scott Brooks twierdzi, że posiadanie takiego wysokiego jest bardzo komfortowe. Zwłaszcza, że Gortat traktuje to jako swój nadrzędny obowiązek. Jak podaje USA Today – w trakcie rozgrywek zasadniczych Polak stawiał średnio 22/23 zasłony na mecz.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

– Stawiam lepsze zasłony odkąd oglądam, jak robili to Dennis Rodman, czy Kendrick Perkins. Rozmawiałem z wieloma trenerami, którzy mnie tego uczyli. Nie chodzi tylko o moją prace, także o pracę zawodnika z piłką. Musi zdobyć punkty, aby moje zadanie także zostało dobrze wykonane – dodaje.

Dla wielu trenerów problem polega na tym, że ich wysocy nie przykładają się do stawiania zasłon, bo nie są gotowi na kontakt z graczem, który w nich wpada. Sztuka, którą Gortat opanował do perfekcji, wymaga bardzo dobrego przygotowania fizycznego, ale także odpowiedniego nastawienia. Zawodnicy, którzy uciekają od stawiania zasłon albo nie są pewni kiedy, w którym momencie i czy na pewno jest potrzebna – popełniają błędy i w efekcie tracą na tym zarówno oni, jak i zespół. W przypadku Marcina i jego kolegów możemy mówić o dobrze wypracowanej chemii. Opanowali timing i komunikację, co znacznie ułatwia kreowanie otwartej przestrzeni.

Zobacz także: Rusza liga NBA 2K
fot. Rocky W. Widner
Michał Kajzerek
@mkajzerek