Nie tylko Draymond Green ma problem z tym, by zrozumieć rzeczywistość, w której przez całe finały brakowało nam heroizmów, z których słynął LeBron James. Gwiazda Los Angeles Lakers tym razem wszystkiemu przygląda się z boku.

 

To właśnie LeBron James był największym przeciwnikiem Golden State Warriors w przekroju ostatnich lat rywalizacji o mistrzostwo. Ostatecznie LBJ-owi tylko raz udało się pokrzyżować szyki mistrzom. Dla Draymonda Greena obecna sytuacja jest mimo wszystko dziwna. Ostatni raz, gdy nie oglądaliśmy w finale rywalizacji Greena z Jamesem miał miejsce pięć lat temu. Dla Warriors to zupełnie nowa sytuacja.

– To dla mnie dziwne, bo zagramy z kimś zupełnie innym – mówi Green. – To dla mnie mindfuck. To dla mnie dziwne także z punktu widzenia kibica koszykówki. Człowieku, finał bez LeBrona? Gra przeciwko takim zawodnikom zawsze jest ekscytująca – dodaje.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Dla Warriors będą to piąte finały z rzędu. Mają szansę na three-peat i zapisanie się w historii ligi złotymi zgłoskami. Aktualnie jednak czekają na rywala. W serii pomiędzy Toronto Raptors i Milwaukee Bucks jest 3-2 dla ekipy Nicka Nurse’a. Kolejne spotkanie w nocy z soboty na niedzielę o godzinie 2:30. Czy decydujące? Trudno powiedzieć, ale Raps wygrali trzy ostatnie mecze i starcie nr 6 rozegrają przed własną publicznością, są więc postrzegani w kategorii faworyta.

Zobacz także: Durant poprawia reportera
fot. USA Today
Michał Kajzerek
@mkajzerek