Jeśli tak dalej pójdzie, Gregg Popovich do Tokio zabierze najlepszych z najlepszych. James Harden w trakcie dnia mediów Houston Rockets stwierdził, że ma nadzieję, iż dołączy do reprezentacji Stanów Zjednoczonych na Igrzyska Olimpijskie.

Takie deklaracje na tym etapie są niebezpieczne i James Harden musi sobie zdawać z tego sprawę. Wcześniej Stephen Curry, Klay Thompson, Draymond Green i Damian Lillard zapowiedzieli swoją gotowość do reprezentowania USA podczas przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich. Najwyraźniej gwiazdy NBA nie czują się najlepiej z faktem, że ich reprezentacja odpadła w ćwierćfinale Mistrzostw Świata i o 7. miejsce musiała się bić z… Polską. James Harden był jednym z tych, którzy poinformowali Gregga Popovicha, że ważniejsze jest dla nich odpowiednie przygotowanie do sezonu 2019/2020.

 

– Jednym z moich celów jest reprezentowanie tego pięknego kraju – stwierdził Harden w rozmowie z dziennikarzami.

Dyrektor reprezentacji – Jerry Colangelo zapowiedział już, że rozliczy się z tymi, którzy dobrowolnie zrezygnowali z pomocy drużynie narodowej. Czyżby więc miał zablokować udział w IO dla zawodników, którzy po prostu odpuścili? Po blamażu z Chin, Amerykanie potrzebują naprawdę dobrego występu za rok w Tokio, by odbudować swoją pozycję w światowej czołówce. Zatem blokowanie udziału w turnieju takich graczy, jak James Harden byłoby zwyczajnie niepoważne. Zawodnik Rockets ma na swoim koncie złoto z Igrzysk 2012 w Londynie i Mistrzostw Świata 2014 w Hiszpanii.

Zobacz także: Magic budują Fultza
fot. Thearon W. Henderson
Michał Kajzerek
@mkajzerek