Choć swoją karierę zakończył dwa lata temu, temat Kobego Bryanta powraca za każdym razem, kiedy ktoś zbliży się do jednego z jego spektakularnych osiągnięć. W ostatnich dniach ociera się o ich przebicie James Harden, który nie zwalnia nawet na moment i noc w noc jest maszyną do zdobywania punktów.

 

W 10 ostatnich meczach Harden rzucił w sumie 394 punkty. Po raz ostatni coś takiego widzieliśmy w NBA właśnie za czasów Kobego i to dość odległych, bo ponad 10 lat temu. W marcu i kwietniu 2007 roku Bryant rzucił 396 oczek. Rok po tym, jak zszokował koszykarski świat, rzucając Toronto Raptors 81 punktów, po raz kolejny był nie do zatrzymania i choć Lakers grali w kratkę, nikt nie miał wątpliwości, kto jest największą zmorą obrońców w całej lidze.

Właśnie w tym czasie Bryant cztery razy z rzędu zdobył ponad 50 punktów w meczu, stając się dopiero drugim zawodnikiem w historii, który tego dokonał. Co ciekawe, w nagłym zrywie Kobego wcale nie było przypadku. Po siódmej z rzędu porażce – najgorszej serii w karierze trenerskiej Phila Jacksona, trener Lakers poprosił Bryanta, by ten pozbył się wszelkich hamulców i od pierwszej minuty skupił się na zdobywaniu punktów. Nie trzeba było mówić dwa razy – Lakers wygrali pięć kolejnych spotkań, a 29-letni wtedy obrońca zaaplikował rywalom odpowiednio 65, 50, 60, 50 i 43 punkty.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W sytuacji Hardena i obecnych Rockets możemy znaleźć więc kilka podobieństw. Podopieczni Mike’a D’Antoniego przegrali 7 z 8 kolejnych spotkań, przerywając fatalną passę dopiero w meczu z Portland Trail Blazers – pierwszym z dziesięciu, w których Harden niemal dorównał Bryantowi. Od tamtej pory Rockets przegrali tylko raz, z Miami Heat, jednak nawet utrata Chrisa Paula nie przeszkodziła im w pokonaniu Spurs, Thunder, Celtics i Pelicans.

Po raz siódmy z rzędu The Beard przekroczył dziś granicę 35 punktów. W nowożytnej historii NBA (od sezonu 76/77), udało się to tylko trzem zawodnikom.

Kobe Bryant (LAL) – 13 meczów z rzędu z 35+ pkt, 2002-03

Michael Jordan (CHI) – 10, 1986-87

LeBron James (CLE) – 9, 2005-06

Michael Jordan (CHI) – 7, 1987-88

James Harden (HOU) – 7, 2018-19

Liczby nie kłamią. Rockets pną się w górę Konferencji Zachodniej, a Harden dostarcza nam masę argumentów do dyskusji o potencjalnym MVP. Rok temu, jeszcze przed ogłoszeniem wyników, Kobe przyznał, że nagroda należy się liderowi Houston. Sam zainteresowany w minionym tygodniu nie miał wątpliwości: Nagroda wróci tam, gdzie jej miejsce.

Czytaj także: Wizards tracą Walla!