Początek finałowego starcia między Houston Rockets i Golden State Warriors, a najlepsza ekipa zachodu po sezonie regularnym już straciła szansę na wykorzystanie przewagi parkietu. GSW zaczynają z wysokiego C i ciekawe, co zrobią z tym w Houston.

 

Gospodarze weszli w spotkanie naprawdę dobrze. Pierwszych 9 punktów zdobył James Harden, wyraźnie zaskakując defensywę Golden State Warriors. Steve Kerr w konsekwencji potrzebował kilku przerw, by mistrzowie mogli narzucić własny rytm i zniwelować przewagę, którą Rockets próbowali wykreować w izolacjach. Tuż przed rozpoczęciem serii, Mike D’Antoni mówił, że James Harden i Chris Paul to najlepsza broń, jaką dysponuje jego ofensywa. Nie da się zaprzeczyć talentowi obu graczy, jednak by znaleźć rozwiązanie na mistrzów potrzeba czegoś znacznie więcej. W pierwszym meczu tego “znacznie więcej” zabrakło.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Harden skończył mecz mając na koncie 41 punktów (14/24 FG, 5/9 3PT) i 7 asyst, ale nie otrzymał wystarczająco dużo pomocy. Poza tym można odnieść wrażenie, że za dużo gry Rockets opiera się na pojedynkach indywidualnych. Są one niezwykle męczące i nie przynoszą ekipie przewagi, która mogłaby zdecydować o losach meczu. Obrona Warriors dobrze sobie z nimi radziła w meczu nr 1. Teraz zaczyna się dla Rox prawdziwe wyzwanie. Co Mike D’Antoni jest w stanie wymyślić, by Warriors zaskoczyć? 3 asysty Chrisa Paula także nie wyglądają obiecująco. Kluczowe pytanie to – czy Houston znajdą sukces poza grą iso?

Tymczasem Kevin Durant bawił się znakomicie. Był najlepszym graczem swojej drużyny w meczu otwierającym serię. Zanotował 37 punktów (14/27 FG, 3/6 3PT) i 3 zbiórki. 28 oczek z 18 rzutów Klaya Thompsona, który w czwartej kwarcie wbił gwóźdź do trumny Rockets trafiając trójkę w kontrze na 4 minuty przed końcem. Gospodarze nie byli w stanie zniwelować 10-punktowej przewagi GSW w samej końcówce i przegrali 106:119. Warriors zagrali zdyscyplinowaną koszykówkę. Dokładnie taką, jakiej po mistrzach można oczekiwać. Drugi mecz również odbędzie się w Houston w nocy z środy na czwartek o 3:00.

Zobacz także: LBJ nie martwi się porażką
fot. Ken Blaze
Michał Kajzerek
@mkajzerek