Charlotte Hornets przegrali poprzedniej nocy z Chicago Bulls mimo 47 punktów Kemby Walkera. To dopiero trzecie zwycięstwo ekipy z Wietrznego Miasta w sezonie. Obrona Szerszeni pozwoliła im na mały festiwal strzelecki.

 

Gdyby tylko dostarczyli w obronie, to zwycięstwo Charlotte przyszłoby bardzo łatwo. Ekipa Steve’a Clifforda, który słynie ze swoich inklinacji do układania drużyny pod defensywę, przyjechała do Chicago bez podstawowych założeń. To graczy Freda Hoiberga napędziło i w czwartej kwarcie zdobyli 40 punktów. W ten sposób Byki przerwały serię pięciu porażek z rzędu. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się Justin Holiday, któremu w tym tygodniu urodziła się córka, więc był szczególnie zmotywowany.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Holiday skończył mecz z dorobkiem 27 punktów trafiajac 10/15 FG. Był jednym z tych, który pomógł zniwelować wpływ na ten mecz All-Stara Kemby Walkera. Rozgrywający Charlotte Hornets zanotował 47 punktów (17/27 FG, 5/9 3PT, 8/9 FT), 6 zbiórek i rozdał 5 asyst. Defensywa Bulls nie była go w stanie powstrzymać, ale ograniczyła produktywność pozostałych zawodników rotacji Hornets. Walker w ostatnich sekundach spudłował kluczowego lay-upa, który mógł przechylić szalę na stronę gości. W kolejnym posiadaniu Lauri Markkanen trafił dwa rzuty wolne dając Bulls prowadzenie 123:120. To już szósta porażka z rzędu Hornets.

– Trener Clifford cały czas bierze na siebie winę za porażki, a tak naprawdę to nie on jest tutaj problemem – mówił na konferencji Kemba Walker. – Daje nam jasne wskazówki, a my wszystko mieszamy. Gra w drużynie zaczyna się ode mnie. Muszę być lepszy w obronie i muszę motywować swoich kolegów do większego zaangażowania. Już dawno nie zagraliśmy dobrych pełnych 48 minut – dodał.

Bulls są najgorzej rzucającą drużyną w lidze, a mimo to skończyli trafiając 17 trójek i 52% z gry. Rekord kariery poprawił Kris Dunn kończąc z 22 punktami, 5 zbiórkami, 7 asystami i 3 przechwytami.

Zobacz także: Uraz głowy Davisa
fot. Cary Edmondson
Michał Kajzerek
@mkajzerek