Dwie europejskie potęgi. Dwie drużyny, na które polska reprezentacja może trafić w ćwierćfinale. Która z nich stanowi większe zagrożenie?

Jeśli mielibyśmy wymienić trzy ekipy, których należy obawiać się najbardziej na tym turnieju, byłyby to Serbia, Hiszpania i USA. Amerykanie (póki co) nam nie grożą. W ćwierćfinale możliwości są dwie.

Serbia lub Hiszpania. W zależności od tego jak potoczą się jutrzejsze mecze (14:00 Polska-Argentyna, 14:30 Serbia-Hiszpania) trafimy na czwartą, lub drugą drużynę światowego rankingu. Tak się składa, że z tego co widzimy na tym turnieju, wolelibyśmy jednak trafić na numer 2.

Hiszpanie to niemal pewniaki do medalu z gwiazdami światowego formatu w składzie. Marc Gasol, Sergio Llull, Ricky Rubio, Rudy Fernandez. Nie ma kibica koszykówki, który nie zetknąłby się z którymś z tych nazwisk. Ekipa Sergio Scariolo to także jedna z najbardziej doświadczonych drużyn na turnieju. Jej średnia wieku to 30 lat – kadra Serbii jest aż o dwa lata młodsza.

Choć wygrali wszystkie 4 dotychczasowe mecze, oprócz spotkania na inaugurację z Tunezją, Hiszpanie nie powalili nas póki co na kolana. Mecz otwarcia wygrali różnicą 39 punktów. Do pokonania Portoryko (73:63) potrzebowali mocnej trzeciej kwarty, wygranej 21:10 dzięki świetnej defensywie. Fazę grupową zwieńczyli pokonaniem Iranu. Tu również nie obyło się bez problemów. Irańczycy rzucili 10 pierwszych punktów, a po 3 kwartach prowadzili jednym oczkiem. Dopiero ostatnia odsłona, wygrana 21:12, zapewniła Hiszpanom zwycięstwo.

Wreszcie – wczorajsze spotkanie z Włochami, nierozstrzygnięte do ostatnich minut. Jeszcze na 1,5 minuty przed końcem Włosi przegrywali tylko czterema punktami i mieli posiadanie, zmarnowane przez Luigiego Datome. Hiszpanie wygrali 67:60, mają komplet zwycięstw, a my analizując ich występy mamy dwie opcje do wyboru:
– potraktować ich jako doświadczoną drużynę turniejową, która nie robi nic ponad to, co musi, LUB
– zobaczyć nieco zmęczone już gwiazdy, które wcale nie wyglądają jak kandydaci do tytułu.

Hiszpanie to nadal Hiszpanie. W starciu z Polską będą zdecydowanymi faworytami. Co jednak powiedzieć mamy o Serbii, która 4 mecze tego turnieju wygrała średnią różnicą…40 punktów.

Nie ma mocnych na Serbów na tym turnieju. Sasha Djordjevic ma do dyspozycji głęboki skład, a dwie największe gwiazdy tej drużyny wchodzą właśnie w najlepsze lata swojej kariery.

Nikola Jokic i Bogdan Bogdanovic to pewni kandydaci do najlepszej piątki turnieju. Z nimi na parkiecie i wielkim Marjanovicem pod koszem, Serbowie mogą bawić się koszykówką i to właśnie robią. Ich najniższe zwycięstwo na tym turnieju to 15-punktowa wygrana z Włochami. To tak naprawdę jedyne spotkanie, w których Serbowie mieli choćby minimalne kłopoty – cała reszta to jak pojedynek licealistów z dzieciakami ze szkoły podstawowej z okazji dnia sportu.

Jeśli odpaliłeś sobie któreś z 4 spotkań z udziałem Serbów, Twoją uwagę zwrócił zapewne fakt, że Nikola Jokic…nie gra w pierwszej piątce. Trener Djordjevic ma aż taki luksus w doborze zawodników, a jak sam mówi:

Każdy, kto rozumie koszykówkę wie, że nie chodzi o pierwszą piątkę tylko o to, kto kończy mecz. To kwestia każdego meczu z osobna. To długa i wyczerpująca fizycznie rywalizacja. Dla Serbów pierwsza piątka to nic wielkiego.

Co najważniejsze – jego podopieczni są tego samego zdania. Po wygranym meczu z Portoryko, w którym został okrzyknięty zawodnikiem meczu, Boban Marjanovic powiedział o swoim wyróżnieniu:

Nie ma znaczenia kto otrzymuje te nagrody. Nie są dla nas ważne tak jak zwycięstwa. To najważniejsza rzecz – wszyscy jesteśmy zadowoleni.

Kilka statystyk do porównania obu drużyn:

Skuteczność: Hiszpania 45%, Serbia 60%
Rzuty za trzy: Hiszpania 30%, Serbia 47%
Zbiórki: Hiszpania 40 na mecz, Serbia 40
Asysty: Hiszpania 21 na mecz, Serbia 30
Punkty: Hiszpania 78,5 na mecz, Serbia 103

Odpowiedź nasuwa się sama, ale być może macie swoje argumenty. To jak, na kogo lepiej trafić?

Grzegorz Kordylas
fot. FIBA
Czytaj także: Piękne słowa Taylora po meczu z Rosją!