Na samo wspomnienie nazwiska Dwighta Howarda, kibice Los Angeles Lakers zaczynają kręcić nosem. 7 lat temu D12 nie spełnił oczekiwań i po roku odszedł do Houston. Nie zmienia to jednak faktu, że dodanie go składu to prawdopodobnie najlepszy możliwy ruch Lakers w obliczu kontuzji DeMarcusa Cousinsa.

Jak szybko ludzie zapominają. Dwight Howard to jeden z najbardziej hejtowanych zawodników w lidze – zwiedził sporo miejsc, zawiódł sporo oczekiwań. Wplątał się w fatalną wizerunkowo aferę z osobą transpłciową. Przede wszystkim jednak – przez większość swojej kariery był zbyt miły, chciał dogodzić wszystkim, a jak wiadomo, w takich sytuacjach nigdy nie kończy się to dobrze.

O czym więc ludzie zapominają? A no o tym, że D12, choć najlepsze lata ma już za sobą, to jeden z najlepszych podkoszowych obrońców XXI wieku. Że 2 sezony temu notował dla Hornets statystyki na poziomie 16/12. Że zanim wyleciał na niemal cały sezon 18/19 przez kontuzje, zdążył rzucić 13 punktów w pierwszej kwarcie w barwach Wizards, a kilka dni później w 27 minut na parkiecie zanotować przeciwko Nets 25 oczek i 17 zbiórek.

Pół roku wcześniej przeciwko tej samej drużynie zanotował 32/30.

Dwight Howard wciąż to ma, potrzebne mu tylko odpowiednie środowisko. I zdecydowanie mniej nienawiści z każdej strony.

Jeśli jest coś, co może zrobić, by pozbyć się tej fali hejtu, to skupić się na sobie i nowych zadaniach. I wygląda na to, że jego nastawienie jest dokładnie takie, jakie być powinno.

[W LA] Chcą, bym był najlepszą osobą jaką potrafię być, dla drużyny. Obrona, dominacja na tablicach, na mojej pozycji, asekuracja kolegów, komunikacja. W ofensywie – pick&rolle, które często były powodem sporu w przypadku mojej osoby. Myślą, że nie lubię tego robić, czy coś w tym stylu. Ale czegokolwiek zespół nie będzie ode mnie wymagał, będę to robił.

Cały wywiad z Chrisem McGee ze SportsNet znajdziecie TUTAJ.

Grzegorz Kordylas
fot. SLAM
Czytaj także: Wade pomoże LeBronowi!