Nowa odsłona Brooklyn Nets będzie niezwykle ciekawym eksperymentem. Podjęta strategia może przynieść ogromny sukces. Albo gorzkie rozczarowanie.

Od początku sezonu media raportowały, że Kevin Durant prawdopodobnie odejdzie z Golden State Warriors, a jego miejscem docelowym będzie Nowy Jork. Podobny scenariusz pisano dla Kyrie Irvinga. Z biegiem czasu coraz częściej w tych prognozach wkradała się nazwa Brooklyn Nets i jak się okazało, to właśnie tam podpisali kontrakty Durant i Irving, a na dokładkę DeAndre Jordan, który może jest ostatnio trochę zapomniany, ale jednak wciąż ma status gwiazdy.

Na papierze wszystko wygląda niesamowicie. Durant potrzebuje około roku czasu, żeby wrócić na parkiet po zerwaniu ścięgna achillesa, jednak nawet 80% jego możliwości to nadal czołówka NBA. Kyrie miał trudny rok w Bostonie, ale to wciąż jeden z najlepszych rozgrywających w lidze, który nieraz udowodnił, że potrafi pokazać się w najważniejszych momentach meczu o stawkę. Ale czy na pewno przepis na stworzenie drużyny, która ma zdobyć tytuł mistrza NBA za 2-3 lata, jest aż tak prosty? Czy ściągnięcie dwóch gwiazd to zawsze najlepsze rozwiązanie?

Najbliższe trzy lata w wykonaniu Nets będą żywym eksperymentem na temat tego, jak budować mistrzowski team. Choć nie da się ukryć, że potężnie wzmocniono drużynę, to jednak takie ruchy zawsze pociągają za sobą także straty. W zeszłym sezonie, według wielu opinii, Nets byli jedną z najbardziej ekscytujących ekip w NBA: młoda drużyna, właściwie bez gwiazd, grająca twardo przeciwko każdemu. Wszyscy trzymali się razem, omijając dramaty w mediach, a to wszystko w jednej z najmodniejszych dzielnic w USA. Brooklyn Nets krok po kroku budowali kulturę opartą na grze drużynowej i twardej postawie na parkiecie. Dinwiddie, LaVert, Allen, Harris – tych nazwisk na próżno szukać w dyskusjach na temat gwiazd NBA, a jednak obok D’Angelo Russela to właśnie oni stworzyli fundamenty pod sukcesy Nets. Dołączenie Duranta, Irvinga i Jordana przenosi Brooklyn do grona kandydatów do gry w Finałach, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Czy jednak budowana przez ostatnie 2-3 lata kultura Nets może paść ofiarą tych zmian?

W erze, kiedy coraz trudniej jest zatrzymać na dłużej w drużynie wschodzące gwiazdy basketu, menedżerowie muszą szukać innych recept na sukces niż liczenie na dobry draft. Brooklyn Nets po niezłym sezonie zbudowanym na mało komu znanych nazwiskach, kiedy udało im się zbudować mocną kulturę i tożsamość organizacji, postawili wszystko na dwie gwiazdy. Czy okaże się to dobrym ruchem? Najbliższe trzy lata pokażą czy tak właśnie wygląda przepis na sukces w dzisiejszej NBA. Wiemy, że szefowie Brooklyn Nets ściągnęli do siebie dwie sprawdzone gwiazdy. Pytanie otwarte, to czy uda im się utrzymać kulturę zbudowaną w poprzednim sezonie.

Paweł Rawicki
fot. Andrew D. Bernstein/NBAE via Getty Images
Czytaj także: Heat najbliżej Westbrooka?