Dwa dni, dwie dogrywki, dwa zwycięstwa. San Antonio Spurs w świetnym stylu zapewnili sobie kolejny, dwudziesty z rzędu, awans do Play Offs.

 

Timberwolves – Spurs 90:97

Powrót do San Antonio, po ciężkim meczu w Nowym Orleanie, również nie należał do przyjemnych. Timberwolves od początku postawili twarde warunki i zadziwiająco łatwo radzili sobie w pomalowanym. Karl-Anthony Towns (24pkt/14zb) Andrew Wiggins (17pkt) wykorzystywali fakt, że Spurs zaledwie kilka godzin wcześniej wylądowali w San Antonio i od pierwszych minut budowali przewagę Wolves. Zmęczenie dało się jednak we znaki gospodarzom głównie w pierwszej kwarcie, w której rzucili najgorsze w sezonie 14 punktów. Później było już co raz lepiej, choć nie obyło się bez problemów.

Druga połowa stała pod znakiem defensywy – Spurs zatrzymali gości na zaledwie 28 punktach (!) w dwóch kwartach, a mimo to nie wygrali meczu w regulaminowym czasie. Znów to Kawhi Leonard (34pkt/10zb) uratował ich w końcówce, wyprowadzając ich na pierwsze prowadzenie w ostatnich minutach 4. kwarty, a następnie rzucając 6 punktów w dogrywce. Przez ostatnie 48 godzin, Leonard spędził na parkiecie 84 minuty, a mimo to nawet przez chwilę nie było widać w jego grze spadku jakości. Dziś popisał się aż 6 przechwytami, tracąc przy tym piłkę tylko raz. Spurs zdominowali gości w dogrywce, a Leonarda udanie wspierał Pau Gasol (17pkt), który po raz piąty z rzędu rozpoczął mecz z ławki.

Ricky Rubio (11pkt/13zb/10as) zakończył mecz z triple double.

Raptors – Bucks 94:101

Za każdym razem, gdy do bezpośredniego pojedynku stają Giannis Antetokounmpo DeMar DeRozan, wiemy, że będzie się działo.

Tym razem, po raz pierwszy w tym sezonie, to Giannis i Milwaukee Bucks wyszli zwycięsko z tego pojedynku. Antetokounmpo skończył mecz z 21 punktami na koncie, otrzymując przy tym pomoc z niespodziewanej strony. Spencer Hawes pierwsze 11 meczów swojej nowej drużyny oglądał z ławki rezerwowych. Dziś dostał swoją szansę i wykorzystał ją, rzucając 14 punktów w znakomitej dla Bucks drugiej kwarcie. Po tym, jak w pierwszych 12 minutach podopieczni Jasona Kidda zdobyli zaledwie 12 oczek, w drugiej odsłonie ławka Bucks dosłownie wystrzeliła – gospodarze zakończyli ją z 42 punktami na koncie.

Widać było ile energii zabrało Raptors piątkowe zwycięstwo w Waszyngtonie. Dziś nie mogli polegać na DeRozanie, którego Bucks skutecznie ograniczali przez cały wieczór. Gwiazdor Raptors trafił zaledwie 5 z 13 rzutów z gry. Najlepszym punktującym gości był dziś Serge Ibaka (19pkt).

Clippers – Bulls 101:91

Nie Blake Griffin, nie Chris Paul, a Jamal Crawford (25pkt) okazał się dziś czynnikiem X dla Clippers. Swoją skuteczność odnalazł w chwili, gdy drużyna najbardziej jej potrzebowała. Clippers wygrali po raz drugi w ostatnich 6 meczach i zrehabilitowali się za piątkową porażkę w Milwaukee. Trójka Crawforda na koniec 3. kwarty zwieńczyła run 18:5, który wyprowadził gości na bezpieczne prowadzenie. Kolejny, 10-punktowy popis Crawforda w ostatnich 12 minutach, zapewnił podopiecznym Doca Riversa zwycięstwo, którego bardzo potrzebowali. My potrzebowaliśmy od Clippers tego:

Bulls nie mieli dziś argumentów w ataku. Dwyane Wade trafił zaledwie 2 z 11 rzutów z gry, a Jimmy Butler zakończył mecz z 16 punktami na koncie. Dzisiejszy mecz można potraktować jako kubeł zimnej wody dla graczy z Chicago po tym, jak w ostatnich dniach nieoczekiwanie pokonali Cavs i Warriors.

Grizzlies – Rockets 108:123

Aż 180 trójek trafił w tym sezonie Eric Gordon (18pkt). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Gordon jest w obecnych rozgrywkach rezerwowym Rockets. A to, jak na gracza wchodzącego z ławki, wynik historyczny. Rockets trafili 18 trójek w całym spotkaniu i zbudowali dużą przewagę w 3. kwarcie, nie dając gościom szans na walkę o zwycięstwo. Grizzlies w 4. kwarcie zaczęli faulować Clinta Capelę (24pkt), lecz ten trafił 8 z 10 osobistych, po czym udał się na ławkę rezerwowych, zostawiając Rockets z bezpiecznym, 16 punktowym prowadzeniem.

Po wyrównanej pierwszej połowie, Rockets udało się odskoczyć w trzeciej kwarcie za sprawą świetnej skuteczności z  dystansu i dominacji Jamesa Hardena (33pkt). Po przerwie, Harden w pojedynkę wdał się z Grizzlies w wymianę ognia, zdobywając 15 punktów z rzędu dla swojej drużyny. Do 33 oczek dołożył 11 asyst. W ostatnich 5 meczach notuje średnio ponad 23 punkty i 11 kończących podań.

Na pozostałych parkietach:

 

  • Aż 136 punktów rzucili Detroit Pistons w Filadelfii, pokonując Sixers. To oczywiście ich najlepszy wynik w tym sezonie. Kentavious Caldwell-Pope (26pkt) był jednym z czterech graczy Pistons z minimum 20 punktami na koncie.
  • Mecz zapowiadany jako powrót LeBrona do Miami, odbył się ostatecznie bez niego. Nie zagrał też Kyrie Irving, a Miami Heat wygrali z niemal 30-punktową przewagą. Więcej emocji niż podczas całego meczu było w ostatnich sekundach, gdy gracze obu drużyn (np. J.R. Smith) mieli sobie wiele do powiedzenia. Goran Dragic z najlepszymi dla Heat 23 punktami.
  • Dobry występ całej drużyny Hornets, na czele z Kembą Walkerem (27pkt) zaowocował wygraną na wyjeździe z Denver Nuggets. 15 punktów dla Hornets zdobył Johnny O’Bryant, który wcześniej w tym roku dwukrotnie grał na 10-dniowym kontrakcie w Denver.
  • 31 punktów C.J. McColluma zapewniło Trail Blazers wygraną nad Brooklyn Nets. Graczy z Portland dodatkowo ucieszyła porażka Nuggets – dzięki niej, Blazers zbliżyli się do 8. miejsca w konferencji zachodniej. Obie drużyny zagrają ze sobą pod koniec marca.

A na dobry początek dnia – dzisiejsze Top10. Enjoy!

Czytaj także: Brandon Jennings (wreszcie) zadowolony?
fot. Soobum Im
Grzegorz Kordylas