Isaiah Thomas nie pasował do Cleveland. Był dla zarządu problemem, który utrudniał funkcjonowanie. Mimo to jego transfer do Los Angeles był sporą niespodzianką. Zawodnik twierdzi, że w Mieście Aniołów może być już tylko lepiej.

 

W swoim debiucie Thomas zdobył 22 punkty i rozdał 6 asyst. Momentami wyglądał jak wersja siebie z Boston Celtics. Luke Walton postanowił wypuścić rozgrywającego z ławki. Nie wiemy na razie, czy taka będzie jego rola. Jednak po swoim debiucie Isaiah mówił, że jest gotowy pomóc nowej drużynie w jakiejkolwiek roli go trener widzi. W meczu z Mavs w zasadzie nie znał nawet ułamka play-booka szkoleniowca. Mimo to był w stanie się odnaleźć.

– Chcę zapewnić coś od siebie. Dzięki tej ekipie mogę odzyskać swoje siły – stwierdził.

W pierwszym meczu trener Walton nie mógł korzystać z Thomasa w sposób, w jaki by sobie tego życzył, ale planuje zorganizować wokół gracza wiele gry pick-and-roll. Panowie spotkali się na kolacji przed meczem z Mavericks. To mogło być kluczowe w kontekście dobrego występu rozgrywającego. Niewykluczone, że Luke spróbuje go ustawić w podobnym położeniu co Jordana Clarksona, który był dla Jeziorowców tzw. instant-offense, czyli ofensywnym uderzeniem z ławki.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

– Transfer mnie zszokował, ale cieszę się, że trafiłem do drużyny, która lubi grać szybką koszykówkę – mówi dalej gracz. – Ta pasuje do mojego stylu. […] Jasne, że chcę być starterem, bo twierdzę, że na to zasłużyłem, ale przede wszystkim jestem tu po to, żeby tym chłopakom pomóc – dodaje.

Thomas obiecał także, że pomoże Lakers wychować Lonzo Balla. Zagadką nadal pozostaje to, jak Walton połączy obu graczy. Pierwsze wrażenie Isaiah jest pozytywne, ale może być mylące. Jego zachowanie z Ohio pokazuje, że nie do końca można Thomasowi ufać. Zobaczymy, co przyniosą kolejne tygodnie. W Los Angeles Isaiah nie ma co myśleć o walce z czołówką konferencji. Epizod z Cavs sprawił, że wiele osób spojrzało na zawodnika krytycznym okiem. W LA ma szansę udowodnić, że nadal gra na tym samym poziomie, co przed urazem.

Zobacz także: McGrady i Pierce w Meczu Celebrytów
fot. Ron Jenkins
@mkajzerek
Michał Kajzerek