Jeśli James Harden i Russell Westbrook miewają koszmary, to z pewnością śnić będzie im się wczorajszy wieczór w Miami. Heat i Rockets zafundowali nam widowisko, które wspominać będzie można z wielu względów – ale tylko jedna ze stron będzie chciała to robić.

Rockets – Heat 100:129

Mecz skończył się po 16 minutach. Na tablicy wyników widniało 59-18 dla gospodarzy. Rockets byli rozbici. Nie trafiali trójek, Harden punktował głównie z osobistych, w pierwszej kwarcie stracili 46 punktów. Szanse na comeback wciąż istniały – ale chyba nikt, kto tego wieczoru pojawił się w AmericanAirlines Arena nie wierzył, że jest to możliwe.

Sygnał do ataku dał Jimmy Butler, który rozpoczął strzelanie od dwóch trójek i wejścia pod kosz. Mało który zawodnik w lidze wydaje się tak bardzo gotowy do bycia samotnym liderem swojej drużyny. Ale ekipę do pomocy ma – i to jaką.

Dwie rzeczy na tym etapie sezonu wiemy już na pewno. Heat to nie zespół jednego zawodnika, a dobrze ułożony kolektyw.

Rockets nie ma co oceniać po 6 meczach – zwycięstwa jeszcze przyjdą. Ale ich obrona pozostawia wiele do życzenia (lekko mówiąc). 127 straconych punktów na mecz to najgorszy wynik w lidze – i wynik o ponad 30 punktów gorszy niż najlepsi w tym aspekcie Utah Jazz.

fot. NBA
Czytaj także: Lakers po raz piąty!