Wiele razy powtarzano, że to LeBron James stoi za decyzjami zarządów drużyn, dla których występuje. Tak miało być również w Miami, gdy podczas czterech lat ekipa dwukrotnie sięgała po mistrzostwo.

 

Już wtedy trenerem Miami Heat był Erik Spoelstra, który nie przekonywał wszystkich co do tego, że nadaje się na stanowisku pierwszego szkoleniowca drużyny, która ma zdobywać mistrzostwo za mistrzostwem. W kuluarach wiele mówiono na temat możliwej zmiany na stanowisku. Teraz okazuje się, że rzekomo zwolennikiem takiego rozwiązania był również sam LeBron James. Zaraz na początku pierwszego sezonu LBJ miał wysłać Patowi Rileyowi sms-a o tym, że powinien przejąć drużynę od Spo. Autorem tych twierdzeń jest dziennikarz Ian Thomsen, który wkrótce opublikuje swoją nową książkę o koszykówce.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

– Spytałem wtedy, jak rozwija się sytuacja – wspomina Riley w książce. – Odpowiedzieli, że coś jest nie tak, bo nie mają odpowiedniego wyczucia. Rozmawialiśmy na temat różnych rozwiązań i na temat cierpliwości. Wtedy LeBron spytał w subtelny sposób, czy mnie nie korci, by wrócić. […] Nie zadał mi więcej pytań, ja nie kontynuowałem tematu, ale wiedziałem, co to oznacza – dodał Riley.

Ostatecznie Heat po słabym starcie zaczęli wygrywać i choć przegrali w finale z Dallas Mavericks, Spo powoli budował swoją pozycję i obecnie jest jednym z czołowych szkoleniowców w lidze, z dwoma mistrzostwami na koncie. Zawodnicy mają do niego ogromny szacunek. Doświadczenia z prowadzenia mistrzowskiej drużyny na pewno mu pomogły, zwłaszcza w budowaniu autorytetu. Riley ufał temu, co Spo reprezentował. Do tej pory to robi. James natomiast kilka lat później miał przyczynić się do zwolnienia z Cavaliers Davida Blatta i zastąpienia go Tyronnem Lue.

Zobacz także: Embiid lub Simmons za Kawhiego?
fot. Bob Donnan
Michał Kajzerek
@mkajzerek