Niewiele brakowało, a Los Angeles Lakers przegraliby mecz, który, wydawać by się mogło, ustawili pod siebie od samego początku. Nawet 23-punktowa przewaga nie zapewniła im jednak spokoju – Pacers walczyli o swoje i w czwartej kwarcie zbliżyli się na jeden punkt. To Lakers mieli jednak kluczowy argument w końcówce, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

 

Indiana Pacers – Los Angeles Lakers 96:104

LeBron James nie pozwolił, by kolejne zwycięstwo wyślizgnęło się jego kolegom z rąk. Kilka dni temu podopieczni Luke’a Waltona przegrali wyrównaną końcówkę z Orlando Magic. Ostatni mecz to już totalny blamaż i 32-punktowa porażka przeciwko Denver Nuggets. Nie było innej opcji – James i spółka musieli dowieźć dzisiejsze zwycięstwo do końca.

Minionej wiosny zawodnicy Pacers mieli okazję mierzyć się z LeBronem wielokrotnie. I choć udało się wyrwać Cavs kilka zwycięstw i pozostawić po sobie dobre wrażenie, jedno pozostawało niezmienne – kiedy King się rozkręcał, niewiele mogli zrobić. Dokładną powtórkę tej sytuacji oglądaliśmy w końcówce dzisiejszego meczu w Staples Center.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

12 ze swoich 38 punktów James zdobył w ostatnich pięciu minutach spotkania, kiedy wynik nadal był sprawą otwartą. Choć w obecnym sezonie spędza na parkiecie najmniej minut w karierze i nadal dostosowuje się do systemu, w którym według założeń ma oddać nieco odpowiedzialności na barki pozostałych graczy, przychodzą momenty, w których jego dominacja jest po prostu niezbędna.

Tak też było dziś – w końcówce meczu LeBron zaczął trafiać rzuty z półdystansu, z obrońcami nieodstępującymi go na krok, przepychać się pod kosz i punktować na wszystkie możliwe sposoby. Wiedział, że porażka u siebie z Pacers bez Victora Oladipo i zmarnowanie ponad 20 punktów przewagi doczeka się mnóstwa krytyki. I temu zapobiegł.

To wyzwanie, z którym mierzę się od początku sezonu: Ile odpowiedzialności powinienem oddać młodym graczom, by sami doszli do tego, jak wygrywać mecze? I do jakiego stopnia powinienem brać na siebie ciężar gry w trudnych momentach? Myślę, że dziś była jedna z tych nocy, w której patrzyli w moim kierunku i chcieli, bym to zakończył.

Dziś do Los Angeles przylatują Dallas Mavericks. Luka Doncic znów będzie miał okazję zagrać przeciwko swojemu idolowi. Czy dołączy do grona rywali, którzy mogą tylko przyglądać się dominacji Jamesa?

Początek spotkania o 4:30 naszego czasu.

fot. Ronald Cortes/Getty Images
Czytaj także: Wielka noc Duranta, ale Raptors nie polegli!