Żaden z graczy Timberwolves nie będzie mile wspominał dzisiejszego meczu z Houston Rockets. Nie dość, że James Harden i spółka z łatwością pokonali podopiecznych Toma Thibodeau, to całkiem możliwe, że ci stracą na jakiś czas Jimmy Butlera.

 

W trzeciej kwarcie spotkania Jimmy Butler zebrał piłkę w ataku po własnym rzucie. Chwilę później znalazł się na parkiecie, oddając piłkę Taj’owi Gibsonowi, a my mogliśmy domyślać się, że jest to coś poważnego.

Jimmy opuścił parkiet w asyście Cole Aldricha i Karl-Anthony Townsa. Jakiś czas później kamery pokazały nam skrzydłowego Wolves skaczącego na jednej nodze w korytarzu Toyota Center. Butler nie był w stanie w żaden sposób obciążyć kontuzjowanej nogi.

Choć póki co nie wiemy dokładnie, jak poważna jest kontuzja byłego gracza Chicago Bulls – więcej szczegółów poznamy po dzisiejszych prześwietleniach. Taj Gibson, który był najbliżej całej sytuacji, a później rozmawiał z Butlerem w szatni, jest pełen nadziei, że to nic poważnego:

Jego pierwszą reakcją było: ,,Będzie dobrze”. Najważniejsze, że się uśmiechał – dla nas była to ogromna ulga. Jest wojownikiem więc musimy w niego wierzyć.

Po meczu James Harden odwiedził szatnię Wolves, by sprawdzić jak miewa się jego rywal.

Rockets wygrali 120:102 – było to 11. zwycięstwo z rzędu ekipy Mike’a D’Antoniego, która tym samym umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli Zachodu z jedną porażką mniej od Golden State Warriors.

James Harden zaaplikował Wolves 31 punktów, Clint Capela dołożył 25 oczek i 11 zbiórek, a CP3 otarł się o triple-double (14/10/8). Z całą trójką w składzie Rockets przegrali w tym sezonie jeden mecz.

Grzegorz Kordylas
fot. NBA.com
Czytaj także: Anthony Davis po raz kolejny na kartach historii!