Zgodnie z zapowiedziami, New York Knicks zwolnili Joakima Noah poprzez rozciągnięcie jego kontraktu. To najlepsza decyzja, jaką zespół mógł podjąć biorąc pod uwagę okoliczności. Noah nie nadawał się do składu Davida Fizdale’a.

 

Trudno powiedzieć, czy Phil Jackson żałuje tej decyzji. Bez wątpienia była ona jedną z najgorszych, jaką były prezes New York Knicks podjął w przekroju całej swojej kariery. 76 milionów w 4-letnim kontrakcie dla gracza, który zwyczajnie na takie pieniądze nie zasługiwał? Szaleństwo. Nie było mowy, by NYK byli w stanie przehandlować ten kontrakt. Jedyną opcją było użycie tzw. stretch-provision. To oznacza, że za kilka dni Jo trafi na rynek wolnych agentów.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W 2-letniej umowie Knicks muszą spłacić Noah 38 milionów dolarów. Zawodnik nie spuścił nic z tej kwoty na rzecz szybszego porozumienia. Za kolejny sezon otrzyma 19 milionów, natomiast ostatni rok kontraktu został wyciągnięty do 2022 roku, więc o finanse Jo nie musi się martwić. Chyba, że jest rozrzutny. Co natomiast z przyszłością w NBA? Wygląda bardzo szaro. Niby jest zdrowy, ale w ostatnich latach swoją formą nie przekonywał, więc trudno będzie mu zrobić to tym razem, zwłaszcza na tym etapie, gdy żadna z drużyn nie ma już miejsca w rotacji.

Szkoda, że w taki sposób potoczyła się kariera niegdyś najlepszego defensora w lidze. Przygoda z koszem dla Jo nie dobiegła końca, ale o powrót do NBA będzie zawodnikowi bardzo trudno.

Zobacz także: Winslow jednak podpisał
fot. Mike DiNovo
Michał Kajzerek
@mkajzerek