Utah Jazz pokonali dziś więcej przeszkód, niż się spodziewali. Nie złamała ich jednak ani utrata Rudy’ego Goberta, ani utrata prowadzenia na kilka sekund przed końcem. W efekcie, jako druga drużyna dzisiejszej nocy, Jazz przełamali przewagę parkietu.

 

Utah Jazz – Los Angeles Clippers 97:95 (1:0)

10 sekund. Tyle trwał zapał Jazz, by sprawić niespodziankę i od początku zaatakować Clippers, którzy zakończyli sezon regularny z 7 zwycięstwami z rzędu. Chwilę później wszystko legło w gruzach, tak jak kolano Rudy’ego Goberta, człowieka, który przez cały sezon stanowił o sile całego zespołu.

Gobert na parkiet już nie wrócił. Niemal od razu został przewieziony do szpitala. Dopiero dziś przeprowadzone zostaną badania, które powiedzą nam o stanie jego kolana nieco więcej. Nie wyglądało to jednak za dobrze.

Jazz nawet bez niego potrafili jednak postawić opór w Staples. Quin Snyder do pomocy Borisowi Diaw szybko wysłał Derricka Favorsa, w efekcie czego nawet bez Goberta na parkiecie wysocy Clippers mieli problemy ze skutecznością. Blake Griffin (26pkt) spędził dziś na parkiecie aż 43 minuty. Przez ten czas trafił 9 z 21 rzutów z gry i miał problemy nie z jednym zawodnikiem, ale z całą defensywą Jazz. Nie bez powodu gracze z Salt Lake City tracili w sezonie regularnym najmniej punktów w lidze.

Tymczasem w ataku od początku mogli liczyć na Iso Joe. Joe Johnson (21pkt) grał już w Play Offs jako zawodnik Suns, Hawks, Nets i Heat. W żadnej drużynie nie miał chyba jednak takiego posezonowego debiutu. Dziś był właściwie pierwszą opcją w ataku. Trafił 9 z 14 rzutów z gry, a to, co najlepsze zostawił na sam koniec. Ale o tym za chwilę.

Sprawdź jakie produkty wybraliśmy dla Ciebie!

Po pierwszej połowie obie drużyny miały na koncie po 52 punkty. Doc Rivers miał niemały ból głowy jeśli chodzi o zmienników. Jamal Crawford miał problemy ze skutecznością (4/12 z gry), ostatnie punkty zdobywając jeszcze przed rozpoczęciem czwartej kwarty. Nie licząc Pierce’a, który spędził na parkiecie tylko 3 minuty, Rivers skorzystał zaledwie z 3 rezerwowych. Brak młodszego z rodziny, Austina, może być fatalny w skutkach dla Clippers. Póki co młodszy z Riversów wykluczony jest z dwóch pierwszych spotkań.  Nie tylko ławka stanowiła jednak problem. J.J. Redick (7pkt) nie mógł wstrzelić się przez cały mecz, frustrowany świetną obroną Joe Inglesa. Jasnych punktów w drużynie z Utah z resztą dziś nie  brakowało. Nie tylko Joe Johnson, ale też Gordon Hayward (19pkt) George Hill (16pkt) znajdowali sposoby na zdobywanie punktów. Hill robił to nawet w sytuacjach beznadziejnych:

Mimo problemów i kilku punktowej przewagi Jazz w czwartej kwarcie, Clippers wrócili do żywych za sprawą Chrisa Paula (25pkt/11as). CP3 wziął się za zdobywanie punktów w ostatniej odsłonie, najważniejsze z nich zdobywając na 13 sekund przed końcem meczu. Chwilę wcześniej Blake Griffin instynktownie sfaulował Derricka Favorsa przy stanie 104:103 dla Jazz. Ten trafił tylko jeden z dwóch osobistych i Clippers mieli szansę wyrównać, lub wyjść na prowadzenie. Piłka trafiła w ręce Paula, a ten mijając obrońców umieścił ją w koszu, ku uciesze całego Staples Center. Tymczasem Joe Johnson postanowił nie korzystać z time-outu, ba, postanowił nawet nie oddawać nikomu piłki, w pojedynkę wyprowadzając atak. W miarę, jak upływały kolejne sekundy, Johnson zwodził kryjącego go Crawforda co raz bliżej kosza, aż w końcu odpalił, i nad nim, i nad DeAndre Jordanem. Cały Joe.

Utah Jazz mają więc nie lada pocieszenie po stracie Goberta. Jego wyniki, jeśli nie będą zbyt optymistyczne, szybko mogą popsuć im jednak humory. Co innego rozegrać bez swojego najlepszego defensora jeden mecz, a co innego całą, długą serię przeciwko Clippers. Póki co 7 zwycięstw LA nie przydało im się na wiele. Przewagę parkietu stracili już w pierwszym meczu i przed wtorkowym spotkaniem mają wiele rzeczy do przemyślenia.

Pozostałe mecze:

Miles pudłuje, Cavs wygrywają Game 1! 
Klątwa Game 1 w Toronto.
fot. Twitter.com/NBA
Grzegorz Kordylas
@NBAwithGK