W wieku 34 lat Marc Gasol jest w trakcie najlepszego roku swojej koszykarskiej kariery. Jutro zagra o złoty medal Mistrzostw Świata i stanie przed szansą powtórzenia osiągnięcia, które po raz ostatni udało się…Lamarowi Odomowi.

Były skrzydłowy Lakers zakończył rok 2010 z pierścieniem i złotym medalem Mistrzostw Świata. Gasol jest na najlepszej drodze od powtórzenia tego wyczynu. Kiedy Hiszpanie potrzebowali go najbardziej, center Raptors stanął na wysokości zadania i w półfinałowym starciu rzucił Australijczykom 33 punkty, pozbawiając ich szans na pierwszy, historyczny awans do finału MŚ.

A przecież wcześniej na tym turnieju Gasol był raczej człowiekiem od czarnej roboty. W meczach z Serbią i Polską trafił ledwie 7 rzutów, zostawiając zdobywaniu punktów kolegom z zespołu. 50-minutowy pojedynek z Australią wyciągnął jednak z weterana parkietów NBA to, co najlepsze.

Kiedy na szali było odpadnięcie z turnieju, Gasol wziął sprawy w swoje ręce i nie pozwolił, by Hiszpanom wyślizgnęła się szansa na powtórzenie wyczynu z 2006 roku. Jak sam twierdzi, perspektywa zdobycia drugiego złotego medalu Mistrzostw Świata w historii hiszpańskiej koszykówki była dla niego nie mniej ważna, niż sukcesy w NBA.

Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale to wszystko jest tego warte. Nie chodzi tylko o to, że zagramy w finale, ale o możliwość poświęcenia się i pokazania lojalności dla drużyny narodowej. To wartości, których nas uczono.

13 lat temu Marc podczas turnieju w Japonii przyglądał się, jak jego brat Pau prowadzi reprezentację do mistrzostwa i zgarnia nagrodę MVP turnieju. Teraz sam ma okazję stać się bohaterem.

Naprzeciw niego stanie inny weteran, który w Chinach przeżywa drugą młodość. Luis Scola w starciu z Serbią zaliczył równie spektakularny występ. Ktokolwiek nie wróci do domu ze złotym medalem, będziemy świadkami pięknej historii.

fot. FIBA
Czytaj także: Równa walka z USA!