Cztery porażki na rozpoczęcie sezonu nie napawały optymizmem nikogo, kto wiązał nadzieje z teamem z Oklahoma City. Podopieczni Billy’ego Donovana nawet po powrocie Russella Westbrooka mieli problemy w najprostszych aspektach gry i przegrywali mecze, w których mieli rywali na widelcu. Dziś wygląda na to, że sytuacja zaczyna zmieniać się na ich korzyść.

 

Oklahoma City Thunder – Charlotte Hornets 111:107

I choć Suns, Clippers i Hornets to nie przeciwnicy z najwyższej półki, po pokonaniu których można popaść w hurraoptymizm, zmianę w dyspozycji OKC Thunder widać gołym okiem. Kilka dni temu, kiedy bilans jego drużyny wynosił 0-4, Russell Westbrook prosił, żeby nie panikować. Dziś przy 19-punktowej stracie wziął sprawy w swoje ręce i potwierdził swoje słowa.

Jeszcze w trzeciej kwarcie Thunder przypominali drużynę, która kilka dni temu tak nieporadnie kończyła choćby spotkanie z Celtics. Kilka minut później rolę się odwróciły i to Russ i spółka rozpoczęli pogoń, zakończoną w niezwykle efektowny sposób.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Shammgod w takim momencie meczu? Witajcie w świecie Russella Westbrooka.

Do pomocy Russ miał dziś Alexa Abrinesa (25pkt), który pięciokrotnie trafiał z dystansu. Hiszpan nie ma wątpliwości komu zawdzięcza taką tyle wykorzystanych okazji:

Defensywa ma dwie opcje – podwajać Russa i zostawić mnie niekrytego, lub zostać ze mną i pozwolić Westbrookowi trafiać spod kosza. Czasami jedyne co muszę zrobić to po prostu stać w rogu i czekać na podanie.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Gdyby nie trójki Abrinesa, skuteczność Thunder z dystansu byłaby dziś katastrofalna – reszta drużyny trafiła zaledwie 3 z 27 rzutów. Nie był to dobry dzień także dla Paula George’a, który….spudłował wszystkie 10 prób za trzy(!).

Jeśli Russ i spółka chcą potwierdzić wysoką formę, idealną okazją do tego będzie dzisiejszy mecz z Washington Wizards. Ekipa byłego szkoleniowca Thunder, Scotta Brooksa, także nie miała łatwego początku sezonu. Oba zespoły każdym kolejnym spotkaniem będą starały się udowodnić, że słaby start to tylko wypadek przy pracy. Do pojedynku Russella Westbrooka i Johna Walla nikogo specjalnie przekonywać chyba nie trzeba.

fot. Lachlan Cunningham/Getty Images
Czytaj także: De’Aaron Fox w historycznym gronie!