W czasach, kiedy tworzenie superdrużyn jest na porządku dziennym, Kobe Bryant przyznał, że swego czasu marzyła mu się gra u boku Dirka Nowitzkiego. Choć sam nie wierzył w powodzenie całej akcji, pewnego lata postanowił zapytać Niemca o zdanie.

 

Dziś nie zdziwiłoby to prawdopodobnie nikogo. Spoglądając 10-15 lat wstecz, takie połączenie byłoby prawdopodobnie najgorętszym transferem XXI wieku.

Z jedną tylko uwagą – obaj wiedzieli, że do tego nie dojdzie. Kobe wspomina:

Pamiętam telefon do Dirka w czasie kiedy był wolnym agentem. Zadzwoniłem i powiedziałem: Dirk, słuchaj, wiem, że nie chcesz opuszczać Dallas, ale wiesz, musiałem wykonać ten telefon. Co myślisz? On na to: Tak, stary, masz rację. Jestem tu na dożywociu, tak jak ty. My nie odchodzimy.

Dziś wiemy, że nie było to tylko czcze gadanie. Bryant zakończył karierę po 20 sezonach gry w barwach Lakers. Dirk jest w trakcie swojego 21. sezonu, co wraz z Vincem Carterem czyni go najbardziej długowiecznym zawodnikiem w obecnej lidze.

Gdybyśmy mieli wyobrazić sobie idealny moment, w którym obaj panowie mieliby połączyć siły, byłoby to zapewne przed sezonem 2007/2008. Nowitzki świeżo co odebrał nagrodę MVP, która osłodziła mu nieco porażkę w pierwszej rundzie z Golden State Warriors. Dubs przystępowali do serii z 8. miejsca na Zachodzie, sprawiając jedną z największych niespodzianek wszech czasów i sprawiając, że do dziś hasło We Belive jest mottem każdego ,,kopciuszka”. Bryant zdobywał w tym sezonie średnio 31 punktów na mecz (rok wcześniej średnio 35 pkt), jednak Lakers także zakończyli go po pierwszej rundzie PO. Steve Nash i Phoenix Suns rozprawili się z nimi w 5 meczach.

Z drugiej strony, ilu znakomitych pojedynków między Kobem i Dirkiem nigdy byśmy nie doświadczyli.

Dobrze się stało?

fot. Sports Illustrated
Czytaj także: 61 Hardena!